Monthly Archives:

Lipiec 2017


grzesznik Artur Urbanowicz

Grzesznik

Artur Urbanowicz
Wydawnictwo GMORK
PREMIERA 7 SIERPNIA

Suwałki… 
tam PANEM jest Marek Suchocki znany jako „Suchy”. Stoi na czele grupy przestępczej o dużych wpływach, powiązany z osobami na różnych szczeblach władzy. Bezwzględny gangster wiedzie sobie  wymarzone życie do dnia, gdy dowiaduje się, że jego najgroźniejszy konkurent wychodzi z więzienia.  Marek postanawia stawić czoło swojemu wrogowi jako pierwszy, ale nie spodziewał się tego co nastąpi później…
Mija tydzień…
Po „niefortunnym” wypadku bossa, mężczyzna budzi się ze śpiączki i nie wie co się dzieje. Okazuje się, że jego najgorsze obawy sprawdziły się, stracił swoją grupę, ludzie przestali się go bać, nie budzi już respektu. Mało tego z konta zniknęły wszystkie pieniądze i nawet rodzina się powoli od niego odwraca. Bar, który był jego azylem również przejął jego wróg.

Przecież wrogowie muszą wrócić…
Grzegorz Samielewicz…
Znany jako  „Grzesznik” powraca na swoje rejony. Przejął wszystko to, co przez lata Suchy posiadał. Inteligentny facet stawia warunki albo będzie pracować dla niego, albo wiadomo… Marek stoi przed trudnym wyborem, ale to nie wszystko, wokół niego zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Głuche telefony, dziwne dźwięki, halucynacje  i coś, o czym człowiek nie chce nawet myśleć…

„ZŁO BIERZE SIĘ Z EGOIZMU”

Pierwsze, co napiszę, to książkę czytałam w czasie burzy! I wiecie co, nigdy więcej tego nie powtórzę…

Zacznę od początku, mianowicie od postaci.

„Każdy z nas jest tylko człowiekiem. Każdy z nas ma swoje słabości, czułe punkty, w które można uderzyć. Niewzbudzające zaufania delikatne filary w konstrukcji jego osobowości, które można złamać zaledwie pchnięciem. Wbrew pozorom, ważne filary. Podtrzymujące wszystko w ryzach. I to takie, z których najczęściej nie zdajemy sobie sprawy.
Każdy z nas się czegoś boi”
Uwielbiam GRZESZNIKA! Kurczę, gdy tylko się pojawił byłam nim zafascynowana. Aby za bardzo się nie rozpisywać wymienię  jego cechy: bezlitosny, inteligentny, co najważniejsze zawsze opanowany. Perfekcyjny behawiorysta. Czasem miałam wrażenie, że to ta sama osoba z książki PANA MROZA. Jego tok myślenia, postawa, mowa, zapierała mi dech w piersiach. Chyba pierwszy raz w życiu bardziej szanuję i uwielbiam nie tę postać, co trzeba. Przybliżę WAM pewien cytat, Grzegorz również działał tak na Marka. Mogłabym pisać o nim więcej rzeczy, ale za dużo bym zdradziła.  Takiego typka to ja bym nie chciała poznać w ciemnej bramie

„(…) Jednocześnie zdawał się roztaczać wokół siebie jakąś niesamowitą, cholernie przyciągającą aurę. Jakby wydzielał z siebie pełną ciepła, pozytywną energię, która sprawiała, że z jakiegoś powodu Marek stopniowo zaczynał nabierać do niego zaufania. Nie potrafił tego wyjaśnić. Czuł się prawie jak podczas życzliwej rozmowy z ojcem, który ze szczerą troską w oczach i głosie nalega, by syn podzielił się z nim swoimi problemami”

PSST TAK,  TEN KOLEŚ NOSI KAPELUSZ.

Co, do teraźniejszego postrachu miasta, hmm. Tutaj mam pewien problem, teraz porównując ich obu mam wrażenie, że Marek jest zwykłym prostakiem. Niczym się dla mnie nie wyróżniał, hałaśliwy, nerwowy, wiecznie niezadowolony. Ta jego „praca” była jak hobby, nic wielkiego. Jest twardy, bezkompromisowy, nie zawaha się nawet przez moment, aby kogoś postrzelić. Cały czas mam chęć porównywać ich obu do siebie. Marek w moich oczach stał się początkującym uczniakiem w świecie mafii.

„Nazywam się 666”

Reszta postaci jest bardzo różnorodna, ludzie Marka wierni zasadom oraz lojalni wobec przywódcy. Do czasu, gdy pojawia się Grzegorz. Matka Suchego, która rozwala chyba tutaj wszystko swoim zachowaniem. Rodzina, która zdaje się wzorowa na pierwszy rzut oka. Ksiądz, lekarze i inni są bardzo interesujący. Poznajemy również relację między wszystkimi ludźmi w książce. To nie są puste postacie bez swojego „życia”, oni również dużo wnoszą do książki.

„–Marek.
–No?
–Tak sobie myślę.
–No? 
–Weź ty mi powiedz, kto to są „ci co zawsze, w niebieskich mundurach?”


Przechodząc teraz do samego czytania, to tutaj niestety, ale tak 150 stron czytało mi się ciężko. Wszystko szło powoli, myślę, że autor chciał dokładnie przybliżyć czytelnikom życie Suchego. Później jest coraz lepiej i jeszcze lepiej.  Zaczynają się dziać dziwne rzeczy, może i troszkę podkoloryzowane, ale efekt jest piorunujący. Momentami nie wierzyłam w to, co tutaj przeczytałam.

„–Co się stało, żabko?
–Idą po ciebie.
–Co?
–Idą po ciebie”

Tak naprawdę nie tego się spodziewałam. Miałam jakieś swoje „wytłumaczenie” na to wszystko, choćby ze względu na zakończenie poprzedniej powieści. Nie wiem dlaczego, ale mój tok myślenia szedł w tamtym kierunku. Oj myliłam się i to bardzo, dziękuję AUTORZE.

Zdziwiłam się również budynkami i miejscami, byłam przekonana, iż będzie to dokładny opis tak jak w „Gałęzistych”, a tutaj proszę parę najbardziej szczególnych zdań i koniec.  Oczywiście bardzo realistycznie. I pojawiła się nie tylko  pewna „postać” z poprzedniej książki, ale i miejsce.

„Zauważyłeś, że jakiegokolwiek filmu o gangsterach nie obejrzysz, to szef zawsze jest ubrany na czarno? Oraz jeździ czarnym autem? Sam zresztą takie miałeś. Przypadek?

Gdy już zaczęły dziać się „te” rzeczy, miałam mętlik w głowie. Sama już nie wiedziałam, co jest prawdą, a co iluzją. Koszmar, czy rzeczywistość. Autor w bardzo umiejętny sposób to rozegrał. Dawkował napięcie tylko po to, aby dojść do punktu kulminacyjnego (czytaj kołatanie serca). Szczegółowe opisy scen, prosty język, wszystko perfekcyjnie stworzone. Nie miałam najmniejszego problemu z przeczytaniem tej książki. Pan Artur doskonale odnosi się do lęków człowieka. Pokazuje to, iż tak naprawdę wszystko jest możliwe. 

„–Biega? –upewnił się kpiącym tonem Suchy.
–Może źle się wyraziłem. Skacze z drzewa na drzewo, pełza, wije się. Nie wiem, jak to dobrze opisać. Jak jakaś nienaturalnie szybka małpa. Albo ogromna wiewiórka. Nie wiem, jaszczurka? Wydawało mi się, że to słyszałem, a kątem oka może i widziałem.
–Co widziałeś?
–Za ciemno było, ale jakby… kobietę?
(…)–Matka wie, że ćpiesz?
–Dobra, mówiłem przecież, że coś mi się pewnie przywidziało”
Emocje górują i nic na to nie poradzę, ta pozycja jest warta przeczytanej każdej godziny. Miejsca, o których strach pomyśleć, ożywiają, stają się twoim koszmarem.

Czasem, nie wiem komu współczułam Markowi, że musiał przez to przejść czy sobie jako czytelnikowi. Mam mały dylemat, z jednej strony chciałam, żeby to wszystko się skończyło (męki Marka), a z drugiej życzyłam mu jeszcze gorzej. Pewnie temu, iż ta książka(ponad 700 stron) to czuję, że jest za krótka. Chciałam, aby Marek cierpiał jak najdłużej, a ja miałabym dalszą frajdę z czytania…

„Kompletnie nie rozumiał tego stopniowo narastającego w nim strachu. Znienacka pojawił się w nim i wyraźnie nie zamierzał ustąpić. Mało tego. Z każdą sekundą stawał się coraz silniejszy. I powodował coraz szybsze bicie serca, coraz bardziej przyspieszony oddech, coraz więcej kropel potu na ciele i coraz większe drżenie dłoni”

Wiem, nie powinnam tak pisać, ale ludzie. Musicie zrozumieć, nie chciałam kończyć tego czytania. Ciemny pokój+moja wyobraźnia+burza+jakieś dźwięki w domu+i ten wzrok, który szuka czegoś (kogoś) na suficie. To jest właśnie coś, co powinno przyciągnąć każdego.

Zakończenie, wiecie byłam pewna, że autor pójdzie na łatwiznę, albo w kierunku zakończenia „Gałęzistych”. TAAA… guzik wiedziałam, miałam podejrzenia, ale ZOSTAŁAM ZMANIPULOWANA  tak, że sama już nie wiedziałam. I napiszę jedno, nie tak miało być! Nie takiego zakończenia chciałam! Nie zgadzam się i chcę więcej!


„Proponuję Ci dwie zabawy. Pierwsza: spróbuj wypisać sobie wszystkie techniki manipulacji i wywierania wpływu, które pojawiają się w niniejszej książce (nie tylko te nazwane wprost, jak przykładowo reguła wzajemności). Druga: znajdź jak najwięcej odniesień do mojej poprzedniej powieści Gałęziste. Tym sposobem wywieram na Ciebie wpływ, byś przeczytał Grzesznika jeszcze raz”.


„Grzesznik” to bardzo dobra pozycja na noc. Mrozi krew w żyłach, trzyma w napięciu i nie puszcza, aż do ostatniej strony. Wydobędzie z ciebie każdą emocję, a ty staniesz przed wyborem: Marek czy Grzesznik.


Pewne rzeczy nie powinny zostać odkryte, a inne ujrzeć twego lęku. „Grzesznik” jest miejscem pokus, a niebezpieczeństwo czai się tuż za rogiem.
 Odważysz się ujrzeć to, czego nie powinieneś? Odkryć to, co nie zostało jeszcze odkryte?


ZAPRASZAM NA PROFIL AUTORA I POLECAM!

https://www.facebook.com/ArturUrbanowiczAutor/


DZIĘKUJĘ ZA TAKĄ ADRENALINĘ AUTOROWI I WYDAWNICTWU GMORK.

Share:
DIY- SZTUCZNA KREW
przepraszam za jakość, zdjęcie starym telefonem robione 🙂
Hej, hej. Dzisiaj mam dla WAS bardzo przydatny post. Jak wiecie w wolnej chwili (niedziela) lubię bawić się makijażem. Czasem są to rany, czasem jakaś maska i do tego zawsze potrzebuję krwi.


 Miałam tyle ostatnio na głowie, że zapomniałam ją zakupić. Ale nie ma co się martwić, w starym zeszycie miałam zapisane składniki. Co prawda do Halloween jeszcze trochę czasu, ale ja już powoli się szykuję 😉


Z tych przepisów najczęściej korzystam, są sprawdzone przeze mnie. Co do proporcji, w zależności ile kto jej potrzebuje. Więc trudno mi tutaj podać, wszystko robię na oko.

NAJWAŻNIEJSZA SPRAWA, ZANIM „OBŁOŻYSZ” SIĘ TĄ KRWIĄ, PAMIĘTAJ, ABY BYŁA LETNIA. POD ŻADNYM POZOREM, NIE NAKŁADAJ GORĄCEJ!! PATRZ NA SKŁADNIKI! MNIE OSOBIŚCIE NIC NIE UCZULA, ALE LEPIEJ NIE RYZYKOWAĆ.


PRZEPIS 1

1

Wrzątkiem zalewamy kakao. Dosłownie odrobinkę, aby powstała nam gęsta papka. Dodajemy syrop i mieszamy. Pewnie myślisz po,co ta sól, już piszę. Jeżeli nasza krew jest zbyt rzadka możemy dodać soli, odrobinkę. I tak, aż do osiągnięcia pożądanego efektu.
PRZEPIS 2
Tutaj chyba nie muszę tłumaczyć. Żelatynę zalewamy wrzątkiem, dodajemy barwnik i mieszamy.
 PRZEPIS 3 

Wrzątkiem zalewamy żelatynę, dodajemy glicerynę oraz barwniki.
Tutaj mniej więcej: Gliceryny 2 łyżki
woda 2 łyżki
żelatyna 1 łyżka
barwnik czerwony 30 kropel
barwnik niebieski maksymalnie 5 


A i jeszcze:

Czasem krew wychodzi nam zbyt jasna, czasem za ciemna. 
Niebieski barwnik, albo rozpuszczalna kawa nada kolory naszej krwi. Kolor pogłębi się, stanie się ciemniejszy. Zamiast barwnika możemy użyć koncentratu z buraków (płynny). 
Syropem kukurydzianym, mąką ziemniaczaną również można zagęścić. Osobiście tego nie lubię.
Więc, to chyba na tyle. Daj znać w komentarzu czy skorzystasz z tych przepisów. A może już sama masz sprawdzoną recepturę. Podziel się z innymi. 
Oczywiście, jeśli chcesz prześlij swoje zdjęcie. Razem podziwiajmy efekty.
Pozdrawiam,
Share:




KONKURS NA FANPAGE:

DO WYGRANIA 2 KSIĄŻKI Z AUTOGRAFAMI AUTOREK Z „KLĄTWY PRZEZNACZENIA”

https://www.facebook.com/NadusiaR/photos/a.1025101384241360.1073741829.964664220285077/1393413960743432/?type=3&theater


Zapoznaj się z regulaminem:

– Organizatorem konkursu jestem ja,
– sponsorem nagród jestem ja +dłonie autorek 🙂
– Konkurs trwa od dnia 12.07.2017 do 30.07.2017 do godziny 23.59,
– Po tym terminie zgłoszenia nie będą brane pod uwagę!
– Nagroda będzie wysyłana jedynie na terenie Polski,
– wyniki podane w ciągu tygodnia od zakończenia konkursu,

Pod uwagę będą brane tylko #prawidłowe zgłoszenia!

Zadanie:

# lubić mój fanpage https://www.facebook.com/NadusiaR
# polubić profil autorek https://www.facebook.com/KlatwaPrzeznaczenia/
# zaobserwować mojego bloga
# skomentować choć jeden post na blogu
http://degustujaca.blogspot.com/?m=1

# pod postem NA facebooku dać znać: Warunki spełnione

Share:

Hej, Hej. Dzisiaj goszczę u siebie pewną wspaniałą osobę. Zanim przejdziemy do wywiadu zasiądź wygodnie w fotel i napij się czegoś.

Poznajemy cię, jako „buntowniczkę z pustyni”. Masz prawie 17 lat i mieszkasz z wujem i jego żoną. Po  latach postanawiasz wyrwać się od nich, do swojej ciotki. Zdradzisz czytelnikom powód tak nagłej decyzji?



„-Potrzebuje męża- Głos wuja Asida dostarczył więcej informacji niż głos jego pierwszej żony. –Mężczyzny, który wybije jej z głowy głupoty. Za niecały miesiąc minie rok od śmierci Zahii. Amani zostanie oczyszczona i będzie mogła wyjść za mąż. –Odkąd  powiesili moją mamę, ludzie stopniowo przestali wypowiadać jej imię, jak przekleństwo. (…) –Wobec tego to ja ją poślubię. – Wuj Asid powiedział to takim tonem, jakby chodziło o sprzedaż konia. Prawie ugięły się pode mną ręce.”
Może to pytanie nie na miejscu, ale co dokładnie stało się z twoją rodziną? Matką, ojcem?

Niestety tego musicie dowiedzieć się czytając książkę.
I co postanowiłaś zrobić? Szczerze jestem kompletnie skołowana tym, co powiedziałaś. Brak mi słów na to jak wtedy się czułaś. Myślę, że również chciałabym uciec od tego wszystkiego…

„Mówili, że po zmroku do Deadshot zaglądali tylko tacy, po których nie można się było spodziewać niczego dobrego. Nie można się było po mnie spodziewać niczego dobrego. Ale też niczego złego”
Co to za miejsce, Deadshot?

„Nietrudno było dostrzec strzelnicę po drugiej stronie Deadshot. Był to najgłośniejszy budynek w mieście, ale to jeszcze o niczym nie świadczyło. Ogromna, wybebeszona stajnia na końcu zakurzonej uliczki, gdzie roiło się od ludzi oraz błyskających świateł, opierała się o na wpół zawalony dom modlitw z zabitymi drzwiami”
I tak postanowiłaś ruszyć?

„Gdyby można było umrzeć z nudów, wszyscy w Dustwalk byliby już trupami przysypanymi piaskiem. Deadshot tętniło życiem”
Nie, musiałam przebrać się, jako mężczyzna. A raczej, jako chłopak, mimo młodego wieku, jeśli ktoś miał pieniądze mógł wziąć udział w strzelaniu.
Nie bałaś się? Ja na samą myśl o takiej „przygodzie” pewnie straciłabym przytomność, a jeśli nie to trzęsłabym się jak galareta.

„– Jakie masz doświadczenie z bronią, dwudziestko siódemko? – zapytał, gdy zakładałam sznurek na szyję. Numerek odstawał na piersi, więc starałam się skulić, żeby ją przypłaszczyć. – Jakieś – wykręciłam się od odpowiedzi. W Dustwalk brakowało nam niemal wszystkiego, jak i w całym Ostatnim Okręgu. Jedzenia. Wody. Ubrań. Były tylko dwie rzeczy, których mieliśmy pod dostatkiem: piasek i broń”
Co było najtrudniejsze w tym „pojedynku”?

 „Wybrałam odejście lub śmierć podczas próby ucieczki. I właśnie wtedy odzyskałam ostrość widzenia. Ja i mój cel. Oprócz niego nic się nie liczyło. Nacisnęłam spust”
Chyba, kto…
„– Zatem Niebieskooki Bandyta. – Otworzyłam oczy, gdy obok mnie usiadł obcokrajowiec, opierając łokcie o kolana. Mówił, nie patrząc na mnie. – Przynajmniej lepsze to niż Wąż ze Wschodu. – Trzymał bukłak z wodą. Do tej chwili nie czułam, jaka byłam spragniona, śledziłam wzrokiem, jak pociągnął długi łyk. – A mimo wszystko jest w tym pewna nieuczciwość. – Zerknął na mnie kątem oka. W jego słowach dało się wyczuć podstęp, nawet najbardziej łatwowierny dureń nie dałby się nabrać. – Masz jakieś prawdziwe imię?”
Czy zdradzisz coś więcej czytelnikom o nim?

Mogę powiedzieć, że to nie był ostatni raz jak się spotkaliśmy…
Jakaś wskazówka?
„– Nawet cię nie znam. Podniósł rękę i zdjął mi z głowy kapelusz. Jak dobrze, że schowałam włosy pod szimę, którą naciągnęłam aż na brwi. Mimo wszystko czułam się naga bez kapelusza. – Tym bardziej powinieneś mi ufać”
I wygrałaś te zawody? Były jakieś problemy?

Od groma, powiem w tajemnicy, że udało mi się bezpiecznie dotrzeć do domu.
Co działo się później? Wyruszyłaś do ciotki w Izmanie?
Nie, postanowiłam wybrać dobry moment. Spotkałam się z Tamidem. Zanim spytasz o niego, to nie, nie mój chłopak. Jest moim najdroższym przyjacielem.
„Tamid nigdy nie rozumiał mojego pragnienia wydostania się z Dustwalk. On jeden ze wszystkich ludzi w tym zapomnianym przez Boga mieście, powinien”
Przejdźmy do miejsca gdzie mieszkacie, pustynia która kojarzy się z piaskiem i wiatrem. Czym to miejsce jest dla ciebie?

„Na pustyni uczyłeś się mieć na baczności przed złymi duchami i szukać ich w cieniu. Złe duchy występowały w tysiącach różnych form. Wysokich, pozbawionych twarzy Skórozmiennych, którzy żywili się ludzkim ciałem i przybierali postać ofiary, żeby posilić się również jej rodziną. Małych, skórzastych Koszmarów, które zatapiały zęby w ciele śpiących i żywiły się ich strachem, dopóki nie wyssały duszy. Żelazo było jedynym sposobem, by się przed nimi chronić. Tylko nim można je było zabić. Kryły się przed światłem słonecznym, ale jedyną skuteczną obroną przed nimi było żelazo między oczy lub dźgnięcie nim między żebra. Żelazo zmieniało wszystkie nieśmiertelne stworzenia w stworzenia śmiertelne. Bezsilne. W ten sposób Pogromczyni Światów zabiła Pierwsze Stworzenia. A ludzie tak samo zabili złe duchy Pogromczyni Światów.”
To bardzo ciekawe, mówisz, że w tym miejscu straszy? Jest tu historia, legenda albo baśń? Wierzysz w to wszystko?

„– Nie kłamię, dowódco. Przecież kłamstwo jest grzechem, prawda?”
Gdybym chciała usłyszeć prawdziwą historię, a wiem, że jest ich pełno. Zdradź mi tę pierwszą o Naguib Al’Omanie.
„– Wszyscy znamy historię Księcia Buntownika. I innych książąt, którzy brali udział w próbach Sultima. Historia opowiadała o czasach, gdy Sułtan Oman od niedawna zasiadał na tronie. Jedna z jego najpiękniejszych żon urodziła mu syna, Ahmeda. Silnego, mądrego chłopca. Nawet gdy harem Sułtana się rozrósł i inne żony powiły mu synów, Ahmed był oczkiem w głowie ojca. Trzy lata później ta sama żona urodziła córkę, ale nie księciu, lecz potworowi: pół człowiekowi, pół Dżinowi, z łuskami zamiast skóry, pazurami zamiast palców i rogami wyrastającymi z fioletowej głowy. Widząc, że żona zdradziła go z nieśmiertelnym Dżinem, Sułtan zatłukł ją. Tej samej nocy potworne dziecko i Ahmed zniknęli. Czternaście lat później nadszedł czas prób. W ten sposób od zarania czasów w Miraji wybierano Sultima, następcę tronu. Zgodnie z tradycją dwunastu najstarszych książąt miało rywalizować o koronę…
Brzmi bardzo intrygująco, zanim przeszłyśmy do tego wywiadu na samym początku zaznaczyłaś, że nie będziesz kończyć swoich wypowiedzi. Wiem już, dlaczego, to jak opowiadasz to tak jakbyś tkała dla mnie te historie. To połączenie twojej baśni z innymi. Wszystko, co powiesz ciągnie się z innymi historiami. To magiczne, ale i straszne.

Amani uśmiecha się do mnie i w tym uśmiechu jest coś łagodzącego, ale i ujmującego. To tak jakbym była dzieckiem, które czeka na kolejną bajkę przed snem…
Wiem, że pustynia jest owiana tajemnicami, mrocznymi stworzeniami. Umówiłyśmy się na krótki wywiad, więc proszę ciebie, abyś POWIEDZIAŁA to, co chcesz. Daj powód czytelnikom, aby dali się pochłonąć „Buntowniczce z pustyni”.

„– Buraqi – przytaknął. Serce podskoczyło mi z radości. Pustynny koń. Pierwsze Stworzenie uformowało go z piasku i wiatru, jeszcze zanim pojawiliśmy się my, śmiertelni. Może obiec cały świat i nie czuć zmęczenia. A jeśli uda się go złapać, jest wart tyle złota, ile waży. Już się palę, żeby wrócić do środka”
„Jesteś urodzoną kłamczuchą. Jak na kogoś, kto nie kłamie”
COŚ OD SIEBIE:
Nigdy wcześniej nie czytałam takiej książki. Pustynia połączona z westernem, wiem, że to dziwnie może brzmieć, ale tak było.

Amani jest bohaterką, na którą wszyscy czekamy. Odkrywamy kolejny potencjał w tej dziewczynie. Fascynująca postać, rozdarta między rodziną, a chęcią poznania nowego życia.  Uwielbia ryzykować. Konkretna, zabawna, sarkastyczna, dużo razy uśmiałam się czytając.  Cały czas coś się dzieje, poznajemy nowe postacie, coraz więcej pogoni i strzałów.  Mimo, iż pewne sytuacje będą niosły srogie konsekwencje Amani zmierzy się z tym. Stanie w obliczu zagrożenia i nie zawaha się pociągnąć za spust. Pełno bandytów za rogiem, nie wiesz, kiedy zostajesz złapana.

Pustynia wypełniona niebezpieczeństwem i tajemniczymi stworzeniami. Tętni swoim własnym życiem i nie cofnie się przed niczym, aby zgładzić tych, których chce.
Chemia, romans między bohaterami…

Właśnie tutaj trochę napiszę. Tego romansu jest bardzo mało, ale jak już do czegoś dochodzi jest iskra!  Czasem czułam się sfrustrowana nim. Rozwijał się tak powoli, ale mimo to był…
Niesamowite postacie, dobrze wykreowane. Każdy z nich jest inny. Jin nie „przygniata” swoim ciężarem Amani. Stają się równi sobie, nie przytłaczają siebie. Dziewczyna to twarda sztuka i nie jest typową „księżniczką” w opałach.
Serce coraz szybciej bije z każdą przeczytaną stroną.  Kobiety, które chciałyby walczyć o równouprawnienie.  Dżiny przedstawieni jako przystojni mężczyźni. Kobiety ulegają im, zabiegają o ich względy. Nadużywają mocy oraz kuszą wszystkim czego sobie zażyczysz. 
Świetnie zobrazowana cała otoczka, stroje, obrzędy, kultura, to było również bardzo ciekawe. 
Każda historia zasłyszana kiedyś wraca, jest opowiadana, ale miałam wrażenie, że JEDNA GŁÓWNA BAŚŃ była podporządkowana reszcie,a może i odwrotnie.
Magiczne stworzenia, dżiny, życzenia, nieśmiertelne istoty, pogoń, niesamowita akcja, strzelanina.

To coś nowego i bardzo wyrazistego. Będzie rozlew krwi i mroczna atmosfera. Oddasz się każdą cząstką przy czytaniu tej pozycji.

Dotrwałeś (aś)? Cieszę się bardzo, będę wdzięczna za komentarz. Czytaliście? Jesteście pod takim samym wrażeniem tej książki jak ja?

Pozdrawiam,

https://www.ceneo.pl/51499091#crid=128992&pid=14796
Share:
(zdjęcie „zastępcze”)

Przebudzenie Morfeusza
K.N. Haner
Cykl: Mafijna miłość (tom 3)
Seria: Editio Red
Wydawnictwo: Editio





Ze względu na to, iż to „ostatnia” część historii Adama i Cassandry mogą pojawić się spoilery do poprzednich części.

<snymorfeusza>
<koszmarmorfeusza>

Cassandra wraca do domu w Toronto. Dostaje nową propozycję pracy, niestety nowym klientem zostaje <cymbałki> sam Adam! Wszystko, od czego dziewczyna chciała uciec powraca, ale nie tylko jej miłość. Poprzednie dramaty, jakie miały miejsce niosą skutki i właśnie, teraz gdy Cass myślała, że mogła sobie ułożyć życie, wszystko się wali… Serce, które zaczyna na nowo bić, emocje, które zalęgły się w środku próbują wydostać się na zewnątrz…

PROSZĘ O WYROZUMIAŁOŚĆ PO PRZECZYTANIU MOJEJ WYPOWIEDZI. TA KSIĄŻKA WYWARŁA NA MNIE TYLE EMOCJI, ŻE NIE MOGĘ JEJ SPÓJNIE NAPISAĆ, ZARAZ ZOBACZYCIE DLACZEGO…

Zacznę od postaci, oczywiście pojawią się nowi, ale też pewna kobieta z przeszłości.

Cassandra zdaje się bardziej dojrzała. Jej tok myślenia na początku zmienił się, teraz stała się matką. Próbuje za wszelką cenę dbać o małego synka, on jet najważniejszy. Później „staje” się kobietą, którą mogliśmy poznać w „Snach” i „Koszmarze”. Seks jest ważny, ale nie najważniejszy.
W skrócie mogę napisać (nie zdradzając fabuły), że jej wybory i długi język przyniesie dużo niebezpieczeństwa. Miałam chęć drzeć się na nią za to, co mówi i jak się zachowuje. Czułam, że nie liczy się z uczuciami nie tylko Adama, ale i innych.

„Nie chcę widzieć Adama, nie chcę by znowu zniszczył cały mój świat. Zresztą już go niszczy… Gdy chwilę wcześniej przeczytałam jego imię i nazwisko, od razu poczułam się nikim.(…) Ból przeszywający na wskroś. Adam jest niszczycielem mojego życia, a ja nie mogę pozwolić, by wtargnął do niego ponownie”

Adam powraca. Tym razem  jego temperament i cała „otoczka” mafijnego świata gdzieś przepadła. Teraz stara się wszystko zacząć od początku, chce być dobry nie tylko dla Cass, ale i dla Tommy’ego.


„-Wiesz Cassandro… Są miejsca, w których nigdy nie powinniśmy się znaleźć. Są osoby, których nigdy nie powinniśmy poznać. Najczęściej jednak za późno orientujemy się, że coś jest nie tak, ale wtedy już nie można się wycofać”

Role się odwróciły, mężczyzna miękkie, a kobieta staje się być tą złą.

Will zdawał się dość fajnym i dobrym facetem, ale to do czego dopuścił się później przerosło mnie. Teraz dzień po przeczytaniu, miałam chwilę na rozważania i trochę go rozumiem. Chciał chronić ją od tego całego „syfu”, ale kosztem „ich”. Chciałabym rozwinąć tę myśl, ale nie uda mi się bez zdradzania fabuły. Więc nie zrobię tego, ale kto już przeczytał ten wie, o co mi chodziło.

Cała książka jest o wiele bardziej druzgocąca od poprzednich.  Z ręką na sercu połowę przebeczałam i byłam wkurzona. Nie chciałam takiej historii, nie chciałam czuć tego, co czułam. Choć po  nocy, zwątpiłam w to. Może to tak powinno się skończyć? Może faktycznie nić między takimi światami jest bardzo cienka. Wystarczy jedno zdarzenie, jeden gest i puf, nie ma już nic…

„W  tym momencie dociera do mnie, jak bardzo jestem słaba. Słaba i nieodporna ani na krytykę, ani ataki mojej rodziny”

W tej części dość dużo rzeczy mnie irytowało, Cass dostaje nową pracę, oczywiście spóźnia się, później na zwolnieniu. Sory, rozumiem, że po znajomości itd., ale zdenerwowałam się tym.

Pewna kobieta z przeszłości. Tu mam problem czułam się tak jakby ten cały wątek, który jej dotyczył zbyt szybko się skończył. Nie było jakiegoś punktu zaczepienia, ot pojawiła się i…

Sprawdzanie czy jest jeszcze między nimi chemia, byłam trochę wkurzona tym. Potem stwierdziłam ,że chyba każda kobieta spotykając swego byłego chciałaby wzbudzić w nim trochę zazdrości i pokazać co stracił. Odpuszczam temat.

Coś w całym tym czytaniu nie dawało mi spokoju, nie mam pojęcia co. Czy chodzi o „szybkość” zdarzeń? Nie wiem, chciałbym „przeciągnięcia” pewnych wydarzeń, ale wiecie co?
 Zakończenie= myślę, że wszystkie te „niby” niedociągnięcia miały doprowadzić do „tego” końca książki.


„Śniłam o mężczyźnie który był dla mnie zgubą. Przeszliśmy razem przez koszmar, a teraz… Teraz czas na przebudzenie, bo po nocy zawsze przychodzi dzień”

Osobiście nie chcę rozpisywać się na ten temat , ale tylko dlatego, że pewnie rozbeczę się ponownie. Palce, aż świerzbią, aby wykrzyczeć wszystko od A do Z! Historia, która zakończyła się w „Koszmarze Morfeusza” zostawiła potok łez, ale tutaj złamane serce i pewne niedopowiedzenia. Tyle cierpienia w tej książce, tyle emocji kłębiących się w ciele…

Teraz tak wylewając swoje słowa, myślę, że ten ostatni epilog dał mi nadzieję. CZYTANIE ZE ZROZUMIENIEM SIĘ KŁANIA 🙂


„-Zemsta smakuje słodko, dziecinko”


Zakończę to pewnymi zdaniami:

Książka, która nie powinna ujrzeć światła dziennego ze względu na złamane serce. Czy DROGA KASIU wynajdziesz dla wszystkich lek na tę przypadłość? Jak można pogrywać sobie w ten sposób z czytelnikami? No jak? Gdybym mogła to złapała cię i związała  każąc napisać specjalnie dla nas „prawidłowe” zakończenie książki….
Takie bez twierdzenia, albo albo…

 JEDNA RADA: COŚ MOCNEGO DO PICIA I CHUSTECZKI 🙂

Z pozdrowieniami,

Za możliwość przeczytania dziękuję AUTORCE oraz WYDAWNICTWU EDITIO. 

Share:
12