książka,  thriller/sensacja/kryminał

„Sekretna kolacja” Raphael Montes

zdjęcie tymczasowe
Sekretna kolacja
Raphael Montes
Wydawnictwo: Filia

A wszystko zaczęło się od zagadki…

Czwórka młodych przyjaciół postanawia usamodzielnić się i żyć na swoim. Wynajmują mieszkanie w Rio de Janeiro, niestety los płata figle i okazuje się, że bohaterowie popadają w coraz większe długi. Jeden z nich wpada na „śmieszny” i kontrowersyjny pomysł zarobienia pieniędzy. Sekretna kolacja staje się bardzo udanym biznesem, ale co dalej? Czy jeden sukces wystarczy, by przerwać resztę? Jakie konsekwencje poniosą bohaterowie?

Jeden wieczór daje tyle możliwości.

Dante– pracuje w księgarni
Hugo– jest niedocenionym kucharzem. Próżny, nie cofnie się przed niczym, aby zabłysnąć, jako nowa „legenda”

Miguel– student medycyny, bardzo inteligentny. Jako jedyny miał problem z tym wszystkim. Starał się za wszelką cenę zrozumieć i postąpić tak jak oni tego oczekują.

Grubas– to piąte koło u wozu. Nie wiem, jakim cudem oni wszyscy się przyjaźnili. Otaczają go pewne tajemnice, ale mogę wam powiedzieć, iż miałam swoje przypuszczenia i nie myliłam się. Nałogowy haker uwielbia grać w gry.

Cora– to postać bardzo doskonała, jest taką wisienką na torcie. Niczego się nie boi i mimo swego zawodu, jest dość mądra.

Razem tworzą bardzo dobrą drużynę. Dopełniają się i trzymają się razem. Każdy z nich ukrywa sekrety, które zaczną wychodzić na światło dzienne.

„Trudno jest żyć dalej, kiedy tracisz najważniejszą osobę w życiu, a w zasięgu ręki masz wszystko, co jest potrzebne, żeby umrzeć”

Co do postaci? To miłe zaskoczenie, ale i pewne zdziwienie. Oczywiście każdy z nich miał „sporządzony” różnorodny charakter. Czasem ten grubas wkurzał mnie swoim zachowaniem. Odebrałam go, jako dziecko, który z byle czego robi aferę i nie wie, jakie mogą być konsekwencje jego czynów.

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie. Głównym bohaterem jest Dante, ukazujący swój punkt widzenia od strony przygotowującej sekretną kolację, ale i dzięki niemu możemy poznać jego zdanie na temat pozostałych postaci. Dante nie przebierał w słowach i nie chciał być zrozumiany, ale i nie tłumaczył się swoim zachowaniem i wspólników. Przez to ja, jako czytelnik miałam dużo sprzecznych myśli na cały ten temat.
On dosłownie opowiedział ich historię bez żadnego tłumaczenia ze swego zachowania. Ot zabawili się i tyle.

Całą powieść odebrałam jak coś chłodnego, nie nawiązujemy żadnej więzi między bohaterami. Nie znalazłam jakiejś takiej nici, emocji między postaciami. To było kalkulowane na chłodno. Naszpikowana jest czarnym charakterem, ale i z jakimś takim dystansem do czytelnika. Nie wiem, czy tylko ja ją tak odebrałam, czy zostało to celowo przedstawione.


„Człowiek jest zły z natury. Nieważne, co mówią, wszyscy są tacy sami. Biedny czy bogaty, czarny czy biały, stary czy młody, nieważne. W czynieniu zła wszyscy jesteśmy jednakowi”

Tę pozycję chciałabym zobaczyć na ekranie. Oczywiście szczegółowo zostało opisane wszystko w książce, ale zabrakło mi czegoś… Ciężko mi to określić, ale wolałabym zobaczyć tę historię w kinie. Nie miałam tego tak zobrazowane w głowie i nie czułam jakiegoś „chorowitego podniecenia” tą książką. Zanurzamy się w otchłań nieufności, paranoi, lęków, ale i chorej ambicji.

Fabuła jest bardzo oryginalna, pierwszy raz spotykam się z takim przebiegiem wydarzeń. Motyw, sam w sobie szokuje. Ja na szczęście pierwszy raz spotykam się z kanibalizmem. Autor będzie prowokować pomysłem, ale i całym zarysem tej historii.

Wiem jak to zabrzmi czytając, ale zafascynował mnie opis wyglądu, smaku i tej całej degustacji posiłku. Czułam pewien niedosyt z samego przyrządzania dania. Dostałam zbyt mało „składników” do odtworzenia…

„Tak naprawdę nie musisz jeść ludzkiego mięsa, żeby dokonywać potwornych czynów, wystarczy pokroić stek i kiełbasę, by przyłożyć rękę do okropności”

Szczerze nic mnie nie zaskoczyło, nawet pierwsza kolacja, która zdawała się dość dobra. I tak wtedy doszłam do wniosku, z czym ludzie mają problem po jej przeczytaniu? Przecież ta kolacja nie miała w sobie czegoś tak mocno odrażającego. Ale przechodząc dalej i dalej robiło się już mroczniej.
Czy targały mną jakieś emocje? Nie koniecznie, były tam może ze dwie lub trzy sytuacje, ale nie odczułam jakiegoś silnego kołatania serca. Nie miałam, czego się bać, ot przeczytałam i oceniłam. Będę o niej pamiętać, ale nie tak jak inni. Mogłabym jeść obiad czytając ją, ale tylko, dlatego, że miałam zbyt mało szczegółów anatomicznych itp.

Teraz napiszę coś, czego nie spodziewałam się po tej historii, jest scena (chyba ostatnia kolacja) gdzie wybuchłam śmiechem… Dosłownie płakałam, dla mnie ta scena była jak coś naciąganego. Wiecie macie klimat grozy, mroku, a raptem coś, co wywołuje u Ciebie niedowierzanie i głupawkę w tym momencie.

Jako czytelnik zostałam sprowokowana do wyrażenia swego zdania. Inni są zbulwersowani taką historią, inni nie dowierzają i nie przyjmują tego do siebie, a ja… Mam mieszane uczucia, biję bravo i trzymam kciuki za ekranizację tej powieści. Autor zmusza do zadania sobie pytania. Czy za taką kasę, zrobisz jedną kolację? Czy widząc bezdomnego pomyślisz o nim jak o produkcie? Czy jego życie będzie coś warte? A przede wszystkim czy posuniesz się do tego, aby spróbować? Staniesz się gościem i zaufasz kucharzowi? Czy tak naprawdę wiesz, co dostaniesz na talerzu?

Nie chciałabym zdradzać szczegółów książki, ale w całej tej historii miałam jakieś dziwne uczucie. Coś nie dawało mi spokoju i było to zakończenie… Czy spodziewałam się takiego obrotu spraw? Z jednej strony tak, ponieważ czytałam „Dziewczynę w walizce” i tamto zakończenie przebiło wszystko.

Sekretna kolacja jest niesmaczną książką, nie wywołała we mnie ogromnych emocji. Makabryczne wydarzenia i cała fabuła wyraża kreatywność autora. Raphael Montes wzbudzi niesmak, ale i wyostrzy inne zmysły. Książkę nie czytać, tylko pożreć…

20 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *