Browsing Category:

literatura obyczajowa i romans

terapia-kathryn-perez-przedpremierowo
Terapia
Kathryn Perez
Cykl: Therapy (tom 1)
Wydawnictwo: NieZwykłe

W życiu każdego czytelnika jest tak, że pewna książka trafia do nas z konkretnego powodu. Jest takim wołaniem o pomoc, chce otworzyć nam oczy na krzywdę wokół nas. Stają się takim kluczowym zapalnikiem w życiu, ma zmusić do refleksji i do zrozumienia pewnych osób. Książka, która jest SZOKIEM ROKU! „Terapia”  to historia tak realistyczna, że aż boli. 
 „Świat nie jest niebezpiecznym miejscem, dlatego że są na nim ludzie, którzy czynią zło. Świat jest niebezpieczny, ponieważ istnieją ludzie, którzy widząc to, nie reagują” Albert Einstein

Desperacka walka o przetrwanie z dnia na dzień to próba Jessici.
Jessica
W szkole dziewczyna jest szydzona, bita, wyśmiewana, obrażana, dosłownie jest ofiarą. Nie robi z tym nic, nie walczy, a poddaje się temu wszystkiemu z myślą o skończeniu tego „cyrku”. Jej jedyną „ucieczką” jest zapomnienie przy seksie i okaleczaniu się. W ten sposób chce uniknąć bólu, cierpienia i emocji.  Dziewczyna nie oczekuje pomocy od nikogo, nie ma przyjaciół, znajomych, nikogo… Swoje emocje zapisuje w zeszycie w formie wierszy. Przelewa wszystko na papier, uwalnia się od wszystkiego w ten sposób, ale nie przynosi to ulgi. Chce być tą niewidzialną, tą, o której nikt nic nie wie. Stoi z boku nie zwracając na siebie uwagi.
„Im głębiej tnę, tym cięższy jest mój oddech. Kiedy krew ścieka po ciele, nareszcie czuję ukojenie, na którym tak desperacko mi zależało. Znów czuję się jak na haju. To jest moje, tylko moje, nad tym mam kontrolę. Ustalam długość cięcia, jego głębokość i intensywność bólu. Żyletką zapisuję na skórze swoją rozpacz.”
(Tak naprawdę Jess odebrałam, jako silną, mocną osobę. Ona ukrywa się, jako „szara” myszka, Ale w środku drzemie twarda babka, mimo tego, przez co przeszła. Rozumiałam ją i kibicowałam jej, choć momentami sytuacje wywoływały łzy, płakałam z nią. Emocje, które kłębiły się w dziewczynie odczuwałam takie same. Współczułam, byłam rozżalona, wkurzałam się i momentami głośno klęłam
Uwielbiam wiersze Jess i to w jaki sposób oddają jej emocje. „Wywala’ każdą część siebie).

Elizabeth jest „królową” swojej małej grupki, które znęcają się nad J. Jest do szpiku kości zła. Chciałam ją udusić, skopać tyłek, zemścić się na niej i skrzywdzić. To ile wyrządziła krzywd, to, co stało się tamtego wieczoru nie sposób opisać. Nigdy w życiu chyba tak nie gardziłam osobą. Tego właśnie wieczoru posunęli się o krok za daleko, to przelało czar goryczy. Kłębi się we mnie tyle emocji, tyle bólu i pogardy dla tych osób. Oni nie mają pojęcia, jaką krzywdę wyrządzają przez swoje zachowanie i takie traktowanie innych osób. Jestem wstrząśnięta postępowaniem „koleżanek” ze szkoły. Czasem w głowie nie mieści się to, jak ludzie potrafią być podli. Zdawało się, że takie rzeczy można zobaczyć w filmie, ale ostatnio oglądając wiadomości. I ta obojętność innych, co tam lepiej stać i nagrywać telefonem, aby inni mogli obejrzeć. Brak słów.

 „Dlatego się tnę. Ten ból mogę kontrolować, jest tylko mój. To ja o nim decyduję, podczas gdy moje myśli są ode mnie zupełnie niezależne” 

Jace Collins, gwiazda sportu, znany w szkole, jako chłopak Elizabeth. Jest pewny siebie i ma gdzieś zdanie innych na swój temat. Nie dba o to, że inni patrzą na niego „inaczej”, gdy broni Jess. Stara się w jakikolwiek sposób wpłynąć na paczkę „swoich” przyjaciół. Mimo wszystko nie udaje mu się, jest za późno… Chłopak żałuje, że nie zdążył zapobiec temu, co się wtedy wydarzyło. 
Jace chce zaprzyjaźnić się z Jess. Chce pomóc jej wyjść z tego dołka. Stara się być przykładnym przyjacielem, na którego może liczyć. I to jest piękne, ta swoboda miedzy nimi. Ta nić porozumienia, która się tworzy. Przyjaźń oparta na szczerości i całkowitemu zaufaniu.
Przyjaźń między nimi dość szybko się zacieśnia. On boi się swoich uczuć do J. i to widać, wie, że są młodzi, rozejdą się do nowych szkół, ale nie chcą psuć swojej relacji. Jace staje się jej azylem, a Jess najlepszą przyjaciółką. Ale życie ma inne plany, sprawy nabierają rozpędu, a dziewczyna ponownie zmierza do mroku i niebezpiecznej ścieżki, do autodestrukcji. 
 „Wiesz dlaczego? Bo byłaś słaba. Byłaś rozbita, słaba i wrażliwa, a ja doskonale o tym wiedziałem. I chciałem być przyjacielem, Jess, kimś, na kim mogłabyś polegać i komu mogłabyś się zwierzyć”

Depresja, poniżanie, samooklaczanie, zastraszanie to takie brzydkie słowa…
I teraz mam pewien problem, bo chciałabym przedstawić pewną osobę, a to liczy się ze spoilerem…, Więc napiszę ogólnie, każda postać, która pojawi się w życiu naszej bohaterki zostawia ślad. Wpływa bezpośrednio na jej zachowanie i tok myślenia. Los potrafi płatać figle i tutaj się o tym przekonacie.
ZAZNACZAM, ŻE TO NIE BĘDZIE KOLEJNA SCHEMATYCZNA HISTORIA. TUTAJ NIE MA CHŁOPCA, KTÓRY CHCE POMÓC WYJŚĆ DZIEWCZYNIE Z DNA I ŻYLI DŁUGO I SZCZĘŚLIWIE. SZCZERZE MOGĘ WAM NAPISAĆ, ŻE CZYTAJĄC MIAŁAM WRAŻENIE, ŻE AUTORKA MA COŚ W SOBIE Z TARRYN FISHER. TE EMOCJE, TE MYŚLI I GŁĘBIA HISTORII POWALA. 
I nie mam pojęcia, od czego zacząć, przeczytałam ją już jakiś czas temu, a dalej brakuje mi słów. Mam totalny chaos w głowie i nie umiem przelać tego tutaj. Tyle tematów chciałabym poruszyć, ale kto to będzie czytać… Dobra postaram się jakoś to ogarnąć, za totalny nieład przepraszam, ale tak właśnie się czuję
Odniosłam wrażenie, że miejscami ich relacja była toksyczna. Już w późniejszych latach, a może i trochę wcześniej?  Jess była bardzo przywiązana do Jacea, przez swoją niską samoocenę. Nie miała ani oparcia, ani przyjaciela, nikogo i raptem pojawia się on, bezpieczny azyl, który ochroni ją od zła. Staje się jej takim przewodnikiem w życiu. I może to miało również wpływ na nią, była od niego zależna. Choć tego nie wiedziała początkowo. Zbyt mocno ona polegała na nim, z każdym jej problemem związany w jakiś sposób był on. Jess nie wiedziała i nie miała, z kim o tym porozmawiać, przecież najbliższą osobą był właśnie Jace.
Życie nie jest usłane różami, ta historia pokazuje nam podróż, bardzo smutną. Czasami trzeba popełniać błędy, aby stać się lepszym i silniejszym. Zrozumieć to, czym było wcześniejsze życie, a powitać nowe. Pokochać siebie i czuć się dobrze samą ze sobą. J podjęła bardzo trudne decyzje, myślała, że postępuje dobrze i ja to rozumiem. Tyle straconych szans, czasu i wyjaśnień…
Jedno cięcie i od tego się zaczyna, jedna kropla krwi i czujesz się lepiej? 
„Wiesz, moim zdaniem to my sami dajemy się zniewolić naszym umysłom. Musimy zacząć myśleć taki sposób, aby to dawało nam siłę, zamiast wpędzać nas w depresję i doprowadzać do rozpaczy”
„Terapia” to bardzo trudna lektura, czasem miałam chęć odłożyć ją i nie wracać. Zbyt dużo bólu i łez, wylałam przy tej książce.
Co mnie zaskoczyło? Chyba negatywnie to, to, że autorka zamknęła pewien rozdział w życiu bohaterów. Później mija 6 lat i bach… no właśnie, co działo się wtedy? Szkoda, że tak duży był przeskok w czasie.  I chyba o to chodziło? Abym mogła zobaczyć zmianę bohaterów, jak ułożyli sobie życie przez ten czas. Nie wiem, może i tak miało być.
Autorka porusza bardzo trudne tematy, które zostają tak naprawdę zamiecione pod dywan. Cała ta ignorancja społeczeństwa była szokiem dla mnie. NIKT, dosłownie nikt nie wiedział, co dzieje się z dziewczyną. Jaką rolę pełnią media społecznościowe w tym wszystkim? Gdzie są rodzice? Gdzie jakakolwiek pomoc od strony obserwatorów? Przecież ktoś to oglądał. Gdzie pytam, się reakcja dorosłych?  Brak mi słów na tę znieczulicę.
Pani Kathryn Perez udało się przybliżyć, wytłumaczyć konsekwencje depresji. Staje się głosem wśród innych wołających o pomoc. Uczucia Jess jak najbardziej prawdziwe. 
Zmusza do zadania sobie pytania, ile osób boryka się z takimi problemami? W jaki sposób można im pomóc? Dlaczego nikt nie zwraca na to uwagi? Co czuje taka osoba? Co kieruje nią? 
Autorka ma dar pisania. Stworzyła piękną, niesamowitą, porywającą historię, która zapadnie w pamięć. Przemówi do każdego niosąc nadzieję i pozwoli CI przejść terapię do zrozumienia. 
Złamane serce, strata najbliższych, potok łez, smutek, żal, tajemnice, które wyjdą na jaw zniszczą nie jedną osobę. Decyzje podjęte pod wpływem chwili, wydarzenia, które nie powinny mieć miejsce… To wszystko skumuluje się i zostawi beż tchu. Ta historia chwyta, zmiażdży i nie puści do samego zakończenia. Wywoła potok łez, przyniesie nadzieję i zmusi nas do zastanowienia się nad sobą. 
 Emocje, jakie mną targały nie sposób opisać, to trzeba przeczytać i poczuć. To było bardzo osobiste, emocjonalne i głębokie. Cała ta walka Jess o przetrwanie, walka o pokochanie samej siebie i zrozumienie swoich wyborów. Zmaganie się z chorobą psychiczną to jest podróż Jess.

Upadek, który jest kluczową „rolą” w całej TERAPII. Wzloty, choć jest ich niewiele. Tak bardzo łapiesz się tej namiastki nadziei, a życie ma wobec niej inne plany. Nie da się uciec od problemów, trzeba stawić czoło im. 
Musimy poddać się komuś, kto ma pojęcie na temat tego, przez co przechodzimy. Dzięki takiej osobie, możemy sobie pomóc i zrozumieć błędy. TRZEBA TYLKO CHCIEĆ! CHCEMY MÓC PONOWNIE ŚMIAĆ SIĘ Z MAŁYCH RZECZY I PODDAĆ SIĘ EUFORII. 
Nie traćmy wiary w siebie, swoje życie, każdy dzień jest coś wart. Wszystko zależy od ciebie, to jak zapamiętasz swoją przeszłość również, bo zmienić ją możesz tylko ty. 
A ja wręcz błagam i apeluję do WAS, przeczytajcie i poznajcie Jess. Postarajcie się choć trochę zrozumieć jej ból.
Zakończę moje pisanie cytatem:
„Dostrzegam coś więcej niż oni wszyscy. Widzę CIEBIE, Jessico Alexander. Widzę ciebie. I ty też powinnaś. Jeśli spojrzysz wystarczająco głęboko, zobaczysz piękną, silną dziewczynę, która ma u stóp cały świat”
by
Share:
arsen-przedpremierowo-zepsuty-chory-milosny-trojkat
zdjęcie zastępcze


Arsen
Mia Asher
Wydawnictwo: Szósty Zmysł

Premiera: 15.11.2017

Zepsuty, chory miłosny trójkąt.

Cathy na pozór prowadzi doskonałe życie, ma kochającego męża, pracę, ale oboje pragną jednego… dziecka. Niestety kobieta nie „potrafi” donosić ciąży z powodu choroby. Po trzech poronieniach zaczyna się rozpadać, jej poczucie wartości spada z każdą chwilą. Odsuwa się od męża i zamyka się w sobie. Nie jest w stanie zrozumieć męża, który jest pozytywnie nastawiony. Ma nadzieję, że jeszcze im się uda…

I wtedy na jej drodze staje ON… Arsen

Młody, diabelnie przystojny, prowokacyjny, samotny playboy. Od pierwszych chwil kobieta jest nim zafascynowana mimo dużej różnicy wieku. Arsen nie kryje się ze swoim pożądaniem i na każdym kroku onieśmiela Cathy. Im więcej czasu spędzają razem, tym bliżej siebie są, zaczynają się kłamstwa, unikanie męża i dochodzi do najgorszego…

***************************************************

Zacznę od Bena, męża naszej bohaterki


„(…)-Poważnie? Ile ty masz lat, dwanaście? Uśmiecha się znacząco, patrzy na swoje krocze, a potem znów na mnie. 
-Kiedy jesteś blisko? Coś koło tego”


Jestem nim zafascynowana, byłam pewna, że ten trójkąt będzie taki typowy. Mąż alkoholik, bijący swoją kobietę i playboy, który stanie się księciem na białym koniu. Nawet nie wiecie jak bardzo się myliłam! Pokochałam Bena! Jest przystojny, wrażliwy, taki dominujący, ale i m kocha całym sercem swoją żonę. Nie mam nic mu do zarzucenia. Chciał być oparciem dla swojej towarzyszki.

Teraz napiszę coś od siebie, poroniłam dwa razy, ale mój mąż przyjął to inaczej. Wiadomo my kobiety rozpaczamy, dołujemy same siebie, ale i nasza wartość siebie spada. Uważałam, że nie dane było mi bycie matką. Mężczyźni również to przeżywają i chcą być dla nas oparciem. Oni odbierają to inaczej, tłumią to w sobie, wtedy gdy my płaczemy. Chcą być silnym dla nas obojga.
 I taki właśnie był Ben, kochał mimo wszystko, miał nadzieję, że ułoży się. Nie tracił nadziei, choć momentami miałam wrażenie, że trochę zbyt mocno naciskał. Jako postać w  tej książce jest doskonałym mężem, trochę rozumiem Cathy, ale nie będę jej usprawiedliwiać. Przecież ich małżeństwo (związek) od zawsze był świetny i oczywiście autorka opisuje to. Więc dlaczego stało się tak jak się stało?

Cathy…


„(…) Chciałabym, żeby to było takie proste. To nie seks jest problemem. Ani miłość. Kocham Bena równie mocno jak wtedy, gdy po raz pierwszy to sobie wyznawaliśmy, ale z każdym dzieckiem odebranym mi przez los, przez życie, część mnie umierała i spoczywała razem z nimi w zimnej ziemi. Pierwsze poronienie wyrwało we mnie wielką dziurę, drugie ją poszezryło, ale trzecie niemal zniszczyło”


W pierwszych chwilach bardzo jej współczułam, wiem, przez co przechodziła. Wiem jak poronienie odbija się na psychice i to cholernie boli. Ona miała gorzej, bo była chora. Choć nie rozumiem jej, oddała się facetowi, nie swojemu mężowi. Choć czasem trudno rozmawiać z kimś, kogo zna się przez całe życie. Jestem zła na nią i to bardzo. Nie chcę jej ani usprawiedliwiać, ani osądzać. Ale pierwsze co to po przeczytaniu połowy byłam wściekła. Raz mówi, że kocha męża i nie odejdzie, a za chwilę widzi Arsena z jakąś nową kobietą i już chce rzucać Bena. Ona sama nie wiedziała czego chce. I to doskonale jest odtworzone, jej tok myślenia mnie dobijał. Myślałam, że rzucę telefonem i nie będę jej kończyć… Ale ta książka jest tak dobra, że mimo wszystko musiałam ją przeczytać od razu. Więc jako bohaterkę nie polubiłam jej, gardziłam jej wyborami i miałam jej dosyć. To postać, która budzi w tobie współczucie, ale zaraz cieszysz się z tego, co ją później spotyka. Właśnie takie emocje ona we mnie wzbudziła.

Tak naprawdę ona potrzebowała „jedynie” terapii, jakiejś rozmowy. Przechodziła przez depresję i miała dużo problemów, które ją przygniotły. Nie wiedziała, co ze sobą zrobić i jak samej sobie pomóc. A tak wdała się w romans, który sprowadził ją na dno. Łatwiej było jej „uwolnić” się od kłopotów niż się z nimi zmierzyć.

Arsen…


„-Miło cię poznać, Cathy. Mam na imię Arsen- powiedział, ciągle ściskając moją dłoń.
-Arson?- powtórzyłam. -Jak podpalacz?
-Nie, Arsen z E zamiast O, ale byłaś blisko- powiedział, a jego oczy zalśniły”


To facet bez skrupułów, od samego początku chciał zdobyć Cathy. Grał jej dobrego przyjaciela, ale miał nadzieję, że ją przeleci. To typ, który bierze i nie pyta. Nie polubiłam go, nawet jak przyjaźnił się z nią (24lata). On ma coś w sobie takiego drapieżnego, że nadaje się tylko do porządnego seksu. Nie mogłam go jakoś zrozumieć. Był dla mnie zagadką. Początkowo ich romans był zabawą, ale później zaczął na nią wpływać. Igrał z jej mężem i to było czuć. Chciał rościć sobie prawa do niej. I na każdym kroku prowokował Bena.

Ale żeby nie było, tutaj romans nie „powstaje” od razu, między nimi jest przyjaźń i to widać. Dopiero po kolejnej tragedii dochodzi do tego wszystkiego.

Pisząc to wszystko nie wiem jak ocenić tę książkę. Czy to było mocne? Tak. Czy wzbudziła we mnie emocje? Chyba każdą, jaka może się pojawić. Czy polubiłam bohaterów? Tylko Bena. Ta książka jest jedyna w swoim rodzaju. Dlatego właśnie, że nie ma tutaj męża, który jest zły. To kochający, sympatyczny facet, któremu można oddać swoje serce.
Czy miłość można pomylić z rządzą? Ta książka pokaże, że granica między tym jest bardzo cienka.

Historia, która jest absolutnie dobra pod każdym względem. Idealnie wykreowani bohaterowie, oryginalna fabuła i emocje, które nie sposób ujarzmić. Znienawidzisz bohaterkę, pokochasz jej męża, a z Arsenem możesz uprawiać dziki seks.

Moje serce krwawiło nad Benem, beczałam i szkoda mi go było. Był jednym z tych dobrych facetów, gdzie możesz użalać się nad nim. A przy okazji przytulić do piersi i płakać z nim.

Książka pisana z perspektywy Cathy, ale dostajemy troszeczkę Bena. Żałuję, że tak mało… Chciałabym móc przeczytać jego myśli, jego uczucia. Niestety nie było mi to dane. Autorka opisuje również przebieg ich początkowego związku, ich pierwszej miłości do siebie. Jestem mile zaskoczona tym, okazuje się, że byli idealną parą od samego początku. I tak czytałam ten rozpad ich małżeństwa…

Czytając tę książkę moje emocje sięgały zenitu. Nie wiedziałam jak sobie radzić z nimi. I to zakończenie! Nie uwierzycie w to, co zostało tu napisane. Nie tego się podziewałam i takiego nie chce. Zostawiło mnóstwo pytań bez odpowiedzi (dotyczy jednej osoby), to było WOW. Moje serce się zatrzymało. Ja chcę jeszcze! Nie odczułam ulgi i jestem wkurzona.


„-Po prostu. Kilku rzeczy jestem w życiu pewien… że umrę, że muszę ciężko pracować na życie, bawić się dobrze, by je docenić, i kochać najmocniej, by prawdziwie żyć. Teraz jestem jeszcze pewien ciebie”



ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU SZÓSTY ZMYSŁ.

by
Share:
przedpremierowo-until-november-aurora-rose-reynolds
Until November
Aurora Rose Reynolds
Cykl: Until (tom 1)
Seria: Editio Red
Wydawnictwo: Editio
Literatura obyczajowa i romans

PREMIERA 15 PAŹDZIERNIKA

November po wypadku i zdradzie najbliższych postanawia wyprowadzić się z Nowego Jorku do ojca. Ucieka przed despotyczną matką i jej manipulacjami. Rozpoczyna pracę w rodzinnej firmie jako księgowa w klubie ze striptizem. Pewnego dnia po skończonej pracy na jej drodze staje on, przystojny ochroniarz Asher. Jego zadaniem jest opieka nad dziewczynami z klubu.

„Namiętność, aż do utraty tchu.
Niebezpieczna i pełna intryg codzienność.
Rodzina, która rani Cię najbardziej”

I właśnie w tym momencie mogłabym napisać, że to spotkanie zapowiadało świetną historię. Miałam uśmiech na twarzy z ich wymiany zdań i przekomarzaniem. A później cóż…
Szczerze mogłabym zakończyć tutaj swoją opinię, kolejna historia, gdzie był potencjał, a wyszła przesłodzona znajomość.

Zacznę od tego, że bohaterowie nie zrobili na mnie dobrego wrażenia.

On zapowiadał się na zaborczego, władczego samca, ona na pewną siebie kobietę. Ale to wszystko gdzieś uleciało i został facet ze swoim zdaniem i ona, która na jego humorki zgadza się na wszystko.
Miałam wrażenie, że już przy pierwszej „randce” ona mu się podporządkowała. Gdyby kazał jej iść na golasa miastem, ona pokręciłaby nosem i spełniła jego życzenie. To, jak zwracali się do siebie (słodycz) powtarzało się chyba w każdym zdaniu. Jego zachowanie w stosunku do niej ( przy innych) było dziecinne. Na każdym kroku chciał pokazać, że ona jest jego i jak się darzą wielkim uczuciem… Zachowywał się jak jakiś nastolatek, który chciał pochwalić się swoją nową zdobyczą.

Co najlepsze odebrałam tę książkę tak jakby to wszystko, co tutaj się działo nastąpiło może w ciągu dwóch, trzech dni? Dosłownie bum!

„- Nie wkurzaj mnie, skarbie-warknął. Zagryzłam wargę, nie chciałam się odzywać. Spojrzał na moje usta i przymrużył oczy.

– Powiedz mi, że mnie kochasz-zaczęłam potrząsać głową, więc objął moją twarz dłońmi. – Powiedz mi, że mnie kochasz, żebym mógł powiedzieć ci to samo”

Chciałam, a nawet spodziewałam się trochę opisu pracy w tym klubie. Jakieś spotkanie z dziewczynami, jakieś zaczepki, coś, co dałoby odczuć ten klimat. A tak historia toczy się tylko między tą dwójką i nic. Czekałam może na jakiś striptiz, aby pokazała swój pazur… Nie doczekałam się niczego. Jestem zła i to bardzo, serio, ta książka mogłaby być tak dobra, a dostałam ckliwe „coś”.

Ot spotkali się, przespali, zakochali takie tam duperele, ale żeby nie było tak dobrze to autorka dorzuciła nam jakąś „adrenalinę”. Błagam albo moje hormony szaleją, albo naprawdę ta książka jest tak zła.

A no wspomnę jeszcze o jego rodzinie, która wywołała u mnie uśmiech na twarzy. Bardzo fajna, zżyta i kochająca. Tutaj jestem mile zaskoczona, mam nadzieję, że kolejne książki będą lepsze od tej. Bardziej ciągnęło mnie do Liz i pewnego mężczyzny, ale tego nie zdradzę. Czuję, że ich pociąg wywoła u mnie większe emocje. Jestem osobą, która daje szansę parę razy, więc czekam na coś lepszego.

„Until November” to historia lekka, zabawna i dość słodka jak na mój gust. Jeśli czekasz na coś niezobowiązującego i jednorazowego to ta książka jest właśnie dla CIEBIE!


„Pierwszy tom bestsellerowej serii Aurory Rose Reynolds Until. Bracia Mayson nie pozwolą o sobie zapomnieć!”

Dziękuję Wydawnictwu Editio Red za możliwość przeczytania książki.

by
Share:
najlepszy-powod-by-zyc-augusta-docher

„Najlepszy powód, by żyć”
Augusta Docher
Wydawnictwo: OMGBooks

Augusta Docher miała ciężkie zadanie. Jak mamy opisać historie, która miała miejsce? Jak opisać uczucia, które miały miejsce? W jaki sposób podnieść na duchu osobę z takimi problemami? Czy udało się choć trochę to odtworzyć?

Wystarczył ułamek sekundy i jedna iskra. Niefortunny wypadek i Dominika staje się żywą pochodnią. Budzi się po kilku dniach z rozległymi i ciężkimi poparzeniami. Ojciec, który jest winny tragedii trafia do więzienia. Dziewczyna się poddaje, ale nie młody lekarz. Tomek stara się walczyć o życie Dominiki i wie, że jeszcze ma powód, by żyć. Wtedy na jej drodze staje on, Marcel brat przystojnego lekarza. Chłopak jest czarną owcą w rodzinie. Który z nich „naprawi” ciało, a który serce? Tego dowiecie się czytając „Najlepszy powód, by żyć”

” Nie sposób skąpić kolejnych szans, gdy kogoś kochasz. I choć rozsądek podpowiada, że to głupie, że będziesz cierpieć, że znów spotka cie rozczarowanie, póki kogoś kochasz, twoje serce nie potrafi skapitulować – wyznaje łagodnie”

Mam pewien problem z tą książką, otóż nie wywołała we mnie mnóstwo emocji. Przeczytałam ją z jakimś napięciem, ale nie tak jakbym tego chciała. Nie mówię, że książka jest zła, ale czegoś jej zabrakło. Aby nie mącić w głowie postanowiłam wypisać to, co mi leży. Zacznę od minusów, od tego, co mnie drażniło. Pamiętajcie, że ja dostałam wersję przed korektą, więc pewne mankamenty będą zmienione.


„Ludzie niepotrzebnie boją się śmierci. Jeśli Bóg istnieje, pójdziemy do nieba, chyba że byliśmy naprawdę wstrętni i źli, wtedy do piekła, ale przecież jest czyściec! A jeśli Bóg nie istnieje, to jeszcze lepiej. Po prostu nas nie ma, a jak nas nie ma, to nie wiemy, że kiedyś byliśmy. Czyż to nie piękne? Zawsze jest jakieś dobre wyjście”

Książka dzieli się na czas „Przedtem”- czyli czas, jaki spędziła w szpitalu i jej rehabilitacja. „Teraz” tutaj wiadomo, czas teraźniejszy. Dobra tutaj jest w porządku, ale czytasz i w sumie nie wiesz, kto jest teraz narratorem… Nie było jakiejkolwiek wzmianki na temat czyja to perspektywa. Właśnie w tych momentach miałam problem z tym początkowo, później jakoś poszło.

Bohaterowie, no i przechodzimy najpierw do Marcela, który strasznie, ale to bardzo drażnił mnie. Koleś ma 21 lat, a odniosłam wrażenie jakby miał z 13. Arogancji, niedojrzały gówniarz z bogatej rodziny. W wielu książkach mężczyzna jest typem „grzesznika”, a tutaj dostajemy pajaca, który myśli, że wszystko mu wolno. Jego słownictwo, „slang” upchany został chyba na siłę, nie czułam do niego jakiejkolwiek sympatii (początkowo). Kto, mając tyle lat, mówi „majma”, „kotłowanie”? Przepraszam, ale jak chyba jestem za stara na jego mowę… To chyba jedna z najgorszych postaci, jaką mogłam sobie wyobrazić. Z dalszym czytaniem jego postawa i tok myślenia się zmienił. Nie jakoś tak radykalnie, ale dało się to odczuć. Nie chcę zdradzać, kiedy to się zaczęło, aby za dużo nie opisać. Marcel zdawał się prostym chłopakiem, ale i on ma swoje demony i tajemnice…

„- Swoją drogą, nie wyobrażam sobie ciebie takiej tłustej – wypalam bez zastanowienia i nagle czuję, jak Dominika tężeje w moich ramionach, 
Od razu się domyślam o co biega. O babskiej urodzie jak o nieboszczyku: albo dobrze, albo wcale”

Dominika, przykro mi to napisać, ale jej tragedia nie miała na mnie „mocnego” wpływu. Oczywiście wiem jak to brzmi, ale nie czułam tej więzi i skruchy. To jest straszne i druzgodzące, ale sama nie wiem… Widzicie nawet z sensem nie umiem tego określić.

Chemia między bohaterami? Kiedy i jak? Czyżbym coś przeoczyła? Ich późniejsze „życie” rozwaliło mnie. Nie będę zdradzać, o co w tym chodzi, to trzeba przeczytać.

Przejdę może do Tomka, który jest chyba jedyną osobą pozytywną. Doskonale wykreowany, bardzo wyrazisty, ale i zabawny. Czytając wydarzenia związane z nim miałam uśmiech na twarzy. Było w nim coś, co przyciągało mnie. Szkoda, że tak mało go tutaj było. Idealny, przystojny, młody lekarz z poczuciem humoru. Chciałam się nim jeszcze trochę po delektować, ale nie było mi to dane.

Rodzice Dominiki… Jestem zła, ponieważ nie poczułam tak naprawdę żadnej więzi między córką a nimi. Ten wątek został po prostu niedokończony? Urwany? Był, bo był? Autorka opisuje bardzo „silne” uczucia dziewczyny do ojca, ale nic takiego nie czułam. O matce nie wspomnę, była podłą, zgorzkniałą kobietą. Miała chyba wszystko gdzieś.

„Nie ma mnie dla nikogo, bo nikt na to nie zasługuje”

Co mnie jeszcze wkurzyło, to iż dziewczyna nie miała jakiegoś negatywnego zdania na temat ojca. Nie wkurzyła się na niego, nie krzyczała, nie miała pretensji.

Podobał mi się opis rehabilitacji, opis przemyśleń i całego leczenia dziewczyny. Tutaj miałam przed sobą pewien obraz i zagłębiałam się w niego. Dzięki temu miałam podstawy do poznania jej wewnętrznych rozterek. Cały ten „zabieg” otworzył mi obraz bohaterki w szpitalu.

„Czasami potrzebujemy samotności, żeby przetrawić pewne sprawy, przegryźć je w sobie, przemielić i przeżuć, nieraz aż do mdłości. Ale kiedyś nadchodzi właściwy czas i trzeba wyjść z mrocznej jaskini, z tego cholernego gówna, w którym tkwiliśmy, i poszukać kogoś kto nas pokocha, trzeba być z kimś, bo przecież jesteśmy tylko ludźmi, nie mamy siły Boga, żeby radzić sobie samemu. Wszyscy kogoś potrzebujemy”

Czy towarzyszyły mi jakieś głębsze emocje? Nie, ta książka została przeczytana i tyle. Miałam tam może ze dwa momenty gdzie byłam mile zaskoczona, ale nie wywarła na mnie gromu emocji. Osobiście zbyt krótka dla mnie, liczyłam na bardziej rozbudowane relacje. ALE kto wie, przecież może pojawić się kolejna…

Jednym z „tych” momentów było zakończenie! Strzał w dziesiątkę i śmiało piszę, że byłam zszokowana. Nic nie wskazywało na to, aby miał być ciąg dalszy. Jedynie co miałam dziwne uczucie, że czytałam i zostawało coraz mniej stron i pomyślałam, że historia skończy się jakoś szybko. Bez żadnego rozwinięcia itp.

Czyja historia pojawi się dalej?

„Najlepszy powód, by żyć” czyta się bardzo szybko, mimo tego slangu. Ciesze się, że mogłam poznać Tomasza i zostać z otwartą buzią. Książkę warto przeczytać, rozumiem choć trochę emocje i obawy bohaterów. Nie zawsze zgadzałam się z nimi, ale każdy z nas jest inny. Mogłam tylko czytać i się wkurzać, próbując zrozumieć ich postąpienia. Nie chciałabym, aby kogokolwiek spotkało to, co Dominikę. To nie miało prawa się wydarzyć i nie wiem co ja bym zrobiła. Mogę spekulować, ale wiecie jak to jest. Ciesze się, że walczyła i próbowała. Brak oparcia w rodzicach, znajomych to najgorsza rzecz w tej sytuacji. Jak poradzić sobie samej?

Niby wygląd się nie liczy, ale łatwo jest nam tak powiedzieć. Jakoś by było, no nie? Ale gdybyśmy my znaleźli się w jej sytuacji, co wtedy? Czy znajdziemy swój najlepszy powód by żyć?

Sami widzicie, że mam pewien problem z tą pozycją. Ta książka jest dobra na raz i tyle. Czy przeczytałabym ją drugi raz? Nie, ale z pewnością przeczytałabym ciąg dalszy.


„- To jakieś wyzwanie? – Mruży oczy.
– Nie. To moje życie – odpowiadam”

Dziękuję WYDAWNICTWU OMGBOOKS za możliwość przeczytania książki.

by
Share:
Dance, sing, love. Miłosny układ
Layla Wheldon
Cykl: Dance, sing, love (tom 1) 
 Seria: Editio Red

Kolejna pozycja, która zdobyła wiele fanów na wattpad. Tym razem Layla Wheldon. Serdecznie zapraszam na profil  <klik>

PREMIERA JUŻ JUTRO!!!
Niewinna tancerka, typowy gwiazdor i schematyczny układ…
To nie ta książka!
Livia Innocenti zawodowa tancerka. Od najmłodszych lat robiła to, co kochała. Jej żywiołem jest taniec. 
James Sheridan typowy gwiazdor (piosenkarz), wielbiony przez wszystkie kobiety. Ulubieniec portali plotkarskich. 
Livia+James= wspólny duet na koncertach. Czy taki plan kogoś satysfakcjonuje?
Livia 
Ona wie, czego chce, i czego pragnie. I z pewnością nie jest nim Sheridan. Wręcz gardzi nim i jego zachowaniem, czemu się nie dziwię. To nie jest kolejna niewinna dziewczyna, która poznaje toksycznego faceta. Nie, nasza bohaterka ma cięty język i jest wspaniałą osobą. Czasem jej głupie akcje mnie denerwowały, ale życzyłam jej jak najlepiej. Wie, na czym stoi i nie boi się dążyć do realizacji swoich planów. Daje z siebie wszystko na treningach, przez co zdobyła u mnie kolejnego plusa. Cieszę się z tego, że nie jest kolejną „zakochaną” fanką słynnego piosenkarza. BRAWO TY!
„Nie docierało do niej , że nie lubię Sheridana. Według niej to było niemożliwe, nierealne i chyba nawet wręcz niewybaczalne. (…) Ale ja nie tylko nie lubiłam Sheridana. Ba, ja go wręcz nie znosiłam! I teraz miałam całkowite prawo to powiedzieć, bo znałam go osobiście”
James
Od samego początku zrobił na mnie złe wrażenie. Oczywiście to typowy gwiazdorzyna, który ma wszystkich gdzieś. Nie liczy się z innymi, traktuje resztę z pogardą. Jest egoistą, zadufanym w sobie narcyzem. Beztroski facet, który uwielbia dobrą zabawę, ale ma również tendencje do autodestrukcji. Sprowadza Livię na złą drogę i bawi się nią. Kiedy rościł sobie prawa do niej, to myślałam, że zemszczę się na nim. Później zmienił się  w zakochanego faceta, ale czy nie za późno? 
Reszta postaci również wspaniała, niektórzy może zbyt „cukierkowi” w swej miłości, ale wybaczam. Ten etap mam za sobą, więc wiem, jaka miłość jest. Każda z tych postaci zdobyła moją sympatię. 
Spodobała mi się ich długa relacja. To nie kolejne parę dni i bum wielka miłość. Oni „docierają” się przez kilka miesięcy. I za to również wielki plus. Jestem pod wrażeniem tego, że mimo tak rozległego czasu nie czułam się tym skrzywdzona. Szczerze nic bym tu nie zmieniła, to było dobre. 
Chemia, która sama napędza fabułę. Ich uczucia i zbliżenia normalnie wywoływały u mnie uśmiech na twarzy. Nie jest może to jakieś mocno erotyczne, ale kurczę to było tak opisane, że brakuje mi słów. Te ich przepychanki, spojrzenia, wow. To jest właśnie coś, czego brakuje w niektórych książkach. Nie odniosłam żadnego wrażenia sztuczności w tych sytuacjach.
„Chciałam zadźgać Sheridana atrapą jego mikrofonu, której używał podczas treningu. Pragnęłam przywalić mu jego gitarą prosto w twarz. Udusić go gołymi rękami. Wskrzesić, a następnie utopić. Potem znowu przywrócić do życia i spalić na stosie.”
Co do samej fabuły, nie wiedziałam, czego się spodziewać. Byłam pewna, że to będzie kolejna cukierkowa miłość. Poznali się na treningach, mija tydzień i jest koniec. Ależ się myliłam, dziękuję autorko! 
W książce nie skupiamy się jedynie na głównych bohaterach, lecz na wszystkich. Przeszłość wraca, a z nimi tajemnice, złamane serca, ale i ból. Emocje opisane w książce oddziaływały na mnie. Czułam to, co bohaterowie. Nie było czegoś takiego jak wyolbrzymienie problemów. Wszystko było bardzo realistyczne. Zdrady, problem z alkoholem, toksyczne związki to problemy tabu. One są i mogą dotyczyć każdego z nas. Jak poradzić sobie z tym? Czy w ogóle się da? Powinniśmy ciągnąć związek toksyczny? Czym jest manipulowanie ukochaną osobą? A może jesteśmy tylko ze sobą z przyzwyczajenia? Kto wie…
Kolejnym plusem jest wiek bohaterów. Byłam przekonana, że to kolejni  dwudziestolatkowie, którzy chcą się bawić i nic więcej. Myliłam się i mimo różnych wybryków nie odczułam jakiejś pogardy.
Szczerze mogłabym rozczulać się nad tą książką i drzeć się w niebo głosy. Wiecie, za co? Za zakończenie, które rozwaliło mnie emocjonalnie. Nigdy w życiu nie pomyślałabym nad tym, aby ktoś wykorzystał taki pomysł. To się w głowie nie mieści! Jak, ja się pytam jak?
Z ogromną niecierpliwością czekam na kolejny tom. A wam polecam zapoznać się właśnie z tą książką. 
(….) –Nie, kochanie. Uważam, że możesz spróbować być z kimś innym, a z czasem być może o nim zapomnisz. Warto ryzykować. Na tym właśnie polega życie. Na ciągłym ryzykowaniu i graniu va banque. O wszystko. Nie zamykaj swego serca, ponieważ zostało zranione i złamane. Może ktoś z przyszłości wejdzie z butami do twego życia z taśmą klejącą zrobioną z miłości i wszystko poskleja w całość”
DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU EDITIORED ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA WSPANIAŁEJ KSIĄŻKI. 
by
Share:
(zdjęcie „zastępcze”)

Przebudzenie Morfeusza
K.N. Haner
Cykl: Mafijna miłość (tom 3)
Seria: Editio Red
Wydawnictwo: Editio





Ze względu na to, iż to „ostatnia” część historii Adama i Cassandry mogą pojawić się spoilery do poprzednich części.

<snymorfeusza>
<koszmarmorfeusza>

Cassandra wraca do domu w Toronto. Dostaje nową propozycję pracy, niestety nowym klientem zostaje <cymbałki> sam Adam! Wszystko, od czego dziewczyna chciała uciec powraca, ale nie tylko jej miłość. Poprzednie dramaty, jakie miały miejsce niosą skutki i właśnie, teraz gdy Cass myślała, że mogła sobie ułożyć życie, wszystko się wali… Serce, które zaczyna na nowo bić, emocje, które zalęgły się w środku próbują wydostać się na zewnątrz…

PROSZĘ O WYROZUMIAŁOŚĆ PO PRZECZYTANIU MOJEJ WYPOWIEDZI. TA KSIĄŻKA WYWARŁA NA MNIE TYLE EMOCJI, ŻE NIE MOGĘ JEJ SPÓJNIE NAPISAĆ, ZARAZ ZOBACZYCIE DLACZEGO…

Zacznę od postaci, oczywiście pojawią się nowi, ale też pewna kobieta z przeszłości.

Cassandra zdaje się bardziej dojrzała. Jej tok myślenia na początku zmienił się, teraz stała się matką. Próbuje za wszelką cenę dbać o małego synka, on jet najważniejszy. Później „staje” się kobietą, którą mogliśmy poznać w „Snach” i „Koszmarze”. Seks jest ważny, ale nie najważniejszy.
W skrócie mogę napisać (nie zdradzając fabuły), że jej wybory i długi język przyniesie dużo niebezpieczeństwa. Miałam chęć drzeć się na nią za to, co mówi i jak się zachowuje. Czułam, że nie liczy się z uczuciami nie tylko Adama, ale i innych.

„Nie chcę widzieć Adama, nie chcę by znowu zniszczył cały mój świat. Zresztą już go niszczy… Gdy chwilę wcześniej przeczytałam jego imię i nazwisko, od razu poczułam się nikim.(…) Ból przeszywający na wskroś. Adam jest niszczycielem mojego życia, a ja nie mogę pozwolić, by wtargnął do niego ponownie”

Adam powraca. Tym razem  jego temperament i cała „otoczka” mafijnego świata gdzieś przepadła. Teraz stara się wszystko zacząć od początku, chce być dobry nie tylko dla Cass, ale i dla Tommy’ego.


„-Wiesz Cassandro… Są miejsca, w których nigdy nie powinniśmy się znaleźć. Są osoby, których nigdy nie powinniśmy poznać. Najczęściej jednak za późno orientujemy się, że coś jest nie tak, ale wtedy już nie można się wycofać”

Role się odwróciły, mężczyzna miękkie, a kobieta staje się być tą złą.

Will zdawał się dość fajnym i dobrym facetem, ale to do czego dopuścił się później przerosło mnie. Teraz dzień po przeczytaniu, miałam chwilę na rozważania i trochę go rozumiem. Chciał chronić ją od tego całego „syfu”, ale kosztem „ich”. Chciałabym rozwinąć tę myśl, ale nie uda mi się bez zdradzania fabuły. Więc nie zrobię tego, ale kto już przeczytał ten wie, o co mi chodziło.

Cała książka jest o wiele bardziej druzgocąca od poprzednich.  Z ręką na sercu połowę przebeczałam i byłam wkurzona. Nie chciałam takiej historii, nie chciałam czuć tego, co czułam. Choć po  nocy, zwątpiłam w to. Może to tak powinno się skończyć? Może faktycznie nić między takimi światami jest bardzo cienka. Wystarczy jedno zdarzenie, jeden gest i puf, nie ma już nic…

„W  tym momencie dociera do mnie, jak bardzo jestem słaba. Słaba i nieodporna ani na krytykę, ani ataki mojej rodziny”

W tej części dość dużo rzeczy mnie irytowało, Cass dostaje nową pracę, oczywiście spóźnia się, później na zwolnieniu. Sory, rozumiem, że po znajomości itd., ale zdenerwowałam się tym.

Pewna kobieta z przeszłości. Tu mam problem czułam się tak jakby ten cały wątek, który jej dotyczył zbyt szybko się skończył. Nie było jakiegoś punktu zaczepienia, ot pojawiła się i…

Sprawdzanie czy jest jeszcze między nimi chemia, byłam trochę wkurzona tym. Potem stwierdziłam ,że chyba każda kobieta spotykając swego byłego chciałaby wzbudzić w nim trochę zazdrości i pokazać co stracił. Odpuszczam temat.

Coś w całym tym czytaniu nie dawało mi spokoju, nie mam pojęcia co. Czy chodzi o „szybkość” zdarzeń? Nie wiem, chciałbym „przeciągnięcia” pewnych wydarzeń, ale wiecie co?
 Zakończenie= myślę, że wszystkie te „niby” niedociągnięcia miały doprowadzić do „tego” końca książki.


„Śniłam o mężczyźnie który był dla mnie zgubą. Przeszliśmy razem przez koszmar, a teraz… Teraz czas na przebudzenie, bo po nocy zawsze przychodzi dzień”

Osobiście nie chcę rozpisywać się na ten temat , ale tylko dlatego, że pewnie rozbeczę się ponownie. Palce, aż świerzbią, aby wykrzyczeć wszystko od A do Z! Historia, która zakończyła się w „Koszmarze Morfeusza” zostawiła potok łez, ale tutaj złamane serce i pewne niedopowiedzenia. Tyle cierpienia w tej książce, tyle emocji kłębiących się w ciele…

Teraz tak wylewając swoje słowa, myślę, że ten ostatni epilog dał mi nadzieję. CZYTANIE ZE ZROZUMIENIEM SIĘ KŁANIA 🙂


„-Zemsta smakuje słodko, dziecinko”


Zakończę to pewnymi zdaniami:

Książka, która nie powinna ujrzeć światła dziennego ze względu na złamane serce. Czy DROGA KASIU wynajdziesz dla wszystkich lek na tę przypadłość? Jak można pogrywać sobie w ten sposób z czytelnikami? No jak? Gdybym mogła to złapała cię i związała  każąc napisać specjalnie dla nas „prawidłowe” zakończenie książki….
Takie bez twierdzenia, albo albo…

 JEDNA RADA: COŚ MOCNEGO DO PICIA I CHUSTECZKI 🙂

Z pozdrowieniami,

Za możliwość przeczytania dziękuję AUTORCE oraz WYDAWNICTWU EDITIO. 

by
Share:
123458