until-trevor-aurora-rose-reynolds
Until Trevor
Aurora Rose Reynolds
Cykl: Until (tom 2) | Seria: Editio Red
Wydawnictwo: Editio
Drugi tom z serii DO UTRATY TCHU!
Jak wiecie po przeczytaniu „Until November” miałam mieszane uczucia. Tamta pozycja była przesłodzona jak kilogram krówek (cukierki). Ale dzięki temu mogłam poznać braci Mayson i właśnie ten tytułowy Trevor zaintrygował mnie. Przechodząc do rzeczy ta historia będzie o Liz (przyjaciółce November) i Trevorze. Mogliśmy ich poznać w poprzednim tomie, a jeśli nie czytaliście to nic. Spokojnie możecie ominąć. Ja jestem z tych osób, które muszą poznać „wcześniejsze” losy bohaterów.
Liz po śmierci ojca i porzuceniu przez faceta, którego kochała postanawia stanąć na nogi. Kiedy wszystko idzie w dobrym kierunku pojawia się jej brat. Tim okrada dziewczynę i znika bez śladu. Liz nie ma wyboru i postanawia poszukać pracy u ojca November. Zaczyna swoją pracę i wszystko zdaje się po jej myśli, gdy staje on…
„Przystojny, brązowooki, o ustach stworzonych do pocałunków. Władczy, pewny siebie, żądający.
 Przekonany, że Liz należy do niego i tylko do niego”
Mężczyzna za wszelką cenę chce udowodnić Liz, że na nią zasługuje. Sielanka trwa i niespodziewanie pojawia się z powrotem Tim. Brat, który pojawi się nie tylko z „dobrymi” wiadomościami, ale i z większymi problemami. Całej jego rodzinie grozi niebezpieczeństwo…
Nie wiem od czego dokładnie zacząć, jak zawsze zresztą. Więc wypiszę plusy, które zadowoliły mnie od swojej poprzedniczki (UN):
Trevor ma podobny charakter do swoich braci, ale tutaj mnie przekonał do siebie. Niby jaskiniowiec, ale ma coś w sobie. Jest władczy, kochany, zarozumiały, ale nie „wyolbrzymiony”. Jego osobowość była dość realna, nie jak u Ashera. Nie słodził, aż tak jak jego brat. Miał swoją gadkę, ale nie przeszkadzało mi to. Chciał udowodnić Liz, że ona jest stworzona tylko dla niego. Każdy jego ruch jest zaplanowany.
Liz jest niby typową szarą myszką, ale kiedy trzeba wychodzi z niej jędza. Nie prosi, nie błaga o uwagę mężczyzny. Jest silną i twardą babeczką, która mi zaimponowała swoim charakterem.Chce sama wszystkiego dokonać i zapracować na swój sukces.
Ciesze się z podwójnej perspektywy. Poznałam bliżej Liz i chciałam zrozumieć czemu postępuje i broni się w taki sposób, a nie inny. Autorka zaszalała w tym kierunku i jestem mile zaskoczona tym. 
Czytając ich historię, miałam ubaw. Tak! Ta książka wywołała u mnie więcej emocji niż w UN. Sama się temu dziwię, ale tak jest. Może to nie takie emocje, po których chciałam rzucić książką, ale były.
Ich związek został przedstawiony w bardzo delikatny i subtelny sposób. Skoro poznajemy losy każdego z braci Mayson, możemy spodziewać się poznania dalszych losów Ashera i November. Kolejny plus!
Brat dziewczyny Tim, on tak naprawdę jest tym zapalnikiem w książce. Dzięki jego problemom coś się tutaj działo. Kobiety, hazard, które stają na ich drodze jest dopełnieniem. Nie chcę tutaj zdradzać, choć sami wiecie jakie to jest przewidujące.  Jest bardzo dużo podobieństw do poprzedniej historii, ale TA jest o wiele lepsza (dla mnie). Związek i perypetie tej pary wywołał u mnie więcej emocji, ale i bardziej mnie wciągnęła. Autorka odrobinę podniosła sobie poprzeczkę. Dorzuciła tutaj więcej przeszkód z którymi muszą zmierzyć się bracia Mayson.
Nie wiem czy ktoś zgodzi się ze mną. Serię Do utraty tchu odebrałam nie jako historia braci Mayson, ale tak naprawdę ich kobiet. To one odgrywają ważną rolę w książkach. Autorka pokazuje nam jak one zmieniają się pod wpływem braci. 
ZAPOMNIAŁABYM:
Najlepsza była końcówka z Cashem. To, co jego spotkało wywołało u mnie niedosyt. Ja już chcę poznać jego kobietę!!! Niby bracia podobni, ale czy to on będzie tym mądrzejszym? 
On powinien zamącić mi w głowie, ale nie tylko mnie…
„Until Trevor” w porównaniu do poprzedniczki wypada lepiej. Oczywiście jest to lekka, króciutka historia. Nie znajdziemy tutaj ogromnych emocji. Ot, taka niewymagająca historia. I mimo, że przewidywalna to bawiłam się dobrze przy jej czytaniu. 
Dziękuję za możliwość przeczytania  EDITIO RED i czekam z niecierpliwością na kolejnego z braci Mayson. 
by
Share:
pasazerka-alexandra-bracken

Pasażerka
Alexandra Bracken
Cykl: Passenger (tom 1)
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Ett
a Spencer spełnia swoje marzenie. Zrezygnowała z życia towarzyskiego dla muzyki. Od zawsze chciała wystąpić przed publicznością grając na skrzypcach. W „tym” dniu jest świadkiem kiedy jej najbliższa osoba, którą traktuje jak rodzinę kłóci się z jej matką. Jest w szoku bowiem z ich wymiany zdań dziewczyna sądzi, że jej opiekunka nie chce, aby dziewczyna brała udział w swoim debiucie. Wywnioskowała, że nie nadaje się jeszcze na tak wielki występ. Zrozpaczona poddaje się swojej muzyce, gdy coś zakłóca jej granie. Zostaje „pochłonięta”, budzi się na statku myśląc, że ktoś zrobił jej kawał. Poznaje Sophię, która również „skoczyła”. Etta nie ma pojęcia, co się stało i gdzie dokładnie jest.  Nicholas Carter tłumaczy jej co się stało. Okazuje się, że jest na statku piratów, ale w 1776 roku. Jest bękartem z rodziny Ironwood, również potrafi podróżować w czasie, ale ma zakaz ze względu na przeszłość.
To nie koniec problemów dziewczyny, pewien mężczyzna chce czegoś od niej. Przedmiotu, który ponoć jej matka ukradła jego rodzinie. Etta postanawia na własną rękę znaleźć cenny skarb i za wszelką cenę wrócić do swoich czasów. Zegar tyka, a z nim minuty do końca. Jeśli dziewczynie nie uda się wrócić do domu, zostanie tutaj na zawsze…
…………………………………………………………………………..
I tak zaczyna się podróż, pełna zdrad, intryg i tajemnic. Kto jest przyjacielem, kto wrogiem? Kim jest Sophia? Co wspólnego z tym wszystkim ma jej matka? Komu można zaufać i w jaki sposób odkryć zagadki zostawione przez innych?
„Chcę, byś to zapamiętała: koniec końców liczy się tylko nasz wybór. Nie marzenia, nie słowa i nie obietnice”
OKŁADKA:
Nie mogę przestać na nią patrzeć, jest wspaniała, piękna i taka tajemnicza. Świetnie oddaje historię Etty i Nicholasa. Nawiązuje do całej otoczki skoków w czasie. Można interpretować ją na wszelkie sposoby. Szczerze sięgnęłam po nią właśnie ze względu na okładkę, choć znam twórczość autorki. Miałam okazję przeczytać cykl „Mroczne umysły” i byłam nieźle nakręcona na kolejne dzieła.
Pomysł na książkę dobry. Uwielbiam podróże w czasie (młodzieżówki) dzięki nim mogę oddać się fantazji. Poznać różne wymagania, obowiązki i ubiór w danej epoce. To jest pożądane, choć autorka skupiła się bardziej na szczegółach pomieszczeń niż reszty. Miałam pewien niedosyt tego „skakania w czasie”, brakowało mi dokładniejszego opisu ubioru, zachowań. Nie mówię, że było źle, ale dla nie zbyt mało.
„Miłość z natury jest samolubna, prawda? To pod jej wpływem uczciwi ludzie zaczynali pragnąć tego ,do czego nie mieli prawa.Odgradza człowieka od reszty świata, wymazuje czas ,odrzuca rozsądek .Sprawia , że człowiek ulega urojeniu, że może walczyć z tym ,co nieuniknione. Że pragnie czyjegoś umysłu i ciała. Że nabiera się przekonania ,jakoby zasługiwało się na miejsce w czyimś sercu”
Książkę trzeba czytać bardzo uważnie, każdy szczegół okazuje się kluczowy i ważny, nie powinniśmy „zgubić rytmu”. Trzeba zarezerwować kilka godzin i oddać się tej przygodzie.
Cała akcja jest dość powolna, chciałoby się przerzucić parę stron i czytać dalej. Niestety to wystawienie swojej cierpliwości na próbę.
„Zastanawiała się, czy przez te wszystkie podróże w czasie nie zapomnieli o najważniejszym – że żyć należy nie w przeszłości ani w przyszłości, ale tu i teraz. A na przyszłość przyjdzie jeszcze czas”
Co, do postaci. To mam straszne mieszane uczucia. Schematyczni, naiwni, niedoświadczeni, ale to może przez ich wiek? Przyznam, że dla mnie oni byli zbyt drętwi, bez jakiś prawdziwych uczuć. Ot są bo ktoś musiał być, prawda? Ich sposób mówienia i tok myślenia czasem doprowadzał mnie na skraj rozpaczy.
Dobrym posunięciem była niewiedza dziewczyny. Dzięki temu możemy razem z nią odkrywać wszystko związane z podróżami w czasie. Kolejny plus za odmienność Nicholasa, żeby nie zabrzmiało to jakoś głupio: czarnoskóry, jego tok myślenia jest utrzymany na zasadach, że jemu nie należy się biała kobieta. Żyje i myśli jak ktoś, kto żyje w XVII wieku. Nie wiem czy zrozumieliście mnie w tym momencie.
„- Jak to ujął Wolter? Twoja rasa tak różni się od naszej, jak buldogi różnią się od terierów. […]
– Przeczytawszy Woltera, mogę powiedzieć, że ten cytat dotyczył spanieli i ogarów – wyrzekł zimno Nicholas. – Interesujące jednak jest to, że ostatecznie wszyscy jesteśmy tylko psami”
Romans
Błagam, albo ta książka jest napisana z myślą o początkowych czytelnikach, albo sama nie wiem.
Ich zauroczenie było tak denne, tak naciągane, że nie wiem kiedy, ani jak! Nie wiem czy czytaliście książkę podobną do tej, tytułu nie pamiętam, coś związanego z gondolą? Mniejsza z tym, te zauroczenie mogło zostać rozwinięte, bardziej „napchane” uczuciami i innymi pierdołami. Teraz tak piszę,to sądzę, że autorka skupiła się na przygodach itd. No, ale błagam coś takiego? Choć trochę rozwinąć te uczucie? Proszę o tak dużo? Nie mam zamiaru rozwodzić się nad tym, bo nie o romans tu chodzi.
Tu ma miejsce świat pełen tajemnic, przygód, zagadek do rozwiązania. Choć strasznie wkurzałam się na bohaterów to z samej ciekawości przeczytam kolejny tom. Wiecie dlaczego? Ponieważ wiem, że autorka mimo wszystko POTRAFI zaskoczyć. Przekonałam się po przeczytaniu „Mrocznych umysłów” i to była bomba. Więc tak z czystym sumieniem przeczytam i dam się ponieść kolejnym losom bohaterów. Mam nadzieję, że kij z tyłka im teraz wyjdzie i dadzą trochę popalić.
„(…) kwiat nie traci na urodzie, gdy kwitnie inaczej, niżby ktoś chciał. Dlatego właśnie, że jego uroda szybko przemija”
„Pasażerka” to książka dla osób, które lubią podróże w czasie.
 Dla czytelników mniej wymagających, a może i też (jeśli osobowość postaci nie będzie przeszkodą)? Myślę, że gdybym miała możliwość kupienia W PROMOCJI wzięłabym bez wahania. Jak wspomniałam wcześniej, autorka z pewnością nie raz mnie jeszcze zaskoczy.
Pozdrawiam,
Za możliwość przeczytania dziękuję:
by
Share:
mow-mi-pan-wyposazony


Pan Wyposażony

Lauren Blakely
Seria: Editio Red
Wydawnictwo: Editio


Dnia 11 stycznia swoją premierę ma książka „Pan wyposażony”. Nie udało mi się opublikować swojej opinii na jej temat wcześniej. Jak możecie domyśleć się byłam zaintrygowana, zaskoczona i ROZBAWIONA takim tytułem. Z ogromną przyjemnością chciałam poznać tego kogoś.

Spencer Holiday- pan wyposażony. Zostaje zaproszony na kolację „biznesową”. W wyniku nieporozumienia, Spencer zostaje narzeczonym swojej najlepszej przyjaciółki. Postanawia ciągnąć tę farsę ze względu na ojca. Chce, aby transakcja handlowa między ojcem, a kupcem doszła do podpisania. Jego priorytetem jest teraz odgrywać kochanego wybranka, który swego „wyposażonego” będzie trzymał w spodniach.

„(…)Niby jak? Znam się na pieprzeniu. Ale odpieprzyć? Czy to polega na tym, że trzeba wcześniej wyciągnąć?”

 Charlotte jako dobra przyjaciółka, postanawia z wielkim wahaniem pomóc mężczyźnie. Mają stać się narzeczeństwem przez tydzień, później wrócą do roli przyjaciół. Ale czy uczucia można wymazać?

„(…)Prowadzenie knajpy to świetne zajęcie. Ja i Charlotte rozkręciliśmy Lucky Spot trzy lata temu i jak dotąd wszystko układa się po naszej myśli”

I mimo, że wszystko, ale to wszystko jest schematyczne jestem zadowolona z tej książki. Polubiłam to jak zwracał się bezpośrednio do mnie. Jego sposób myślenia i mowa, wywoływały uśmiech na twarzy. Ale zdradzę wam coś jeszcze, przez pół książki na moich łypach gościł szatański uśmiech. Czekałam na jego potknięcie, na jakąś głupią błahostkę i cieszyłam się z tego.
Szczerze bardzo go polubiłam, okazał się trochę takim szczeniaczkiem na smyczy.

„Ale zdradzę wam tajemnicę sukcesu, kiedy ma się ponadprzeciętnie wielkiego członka. Nie można nim ot tak wymachiwać, jak jakimś kijem baseballowym. Trzeba go traktować tak jak przyprawę decydującą o smaku potrawy. Potężny fiut to sekretna broń warta swojej wagi w złocie, o ile potrafisz odpowiednio dobrać pozostałe składniki. A to oznacza, że penis nigdy nie powinien być gwiazdą przedstawienia”.

Nie znajdziemy tutaj jakiś dramatów, mocnych przeszkód w ich relacji. Może tego było mi trzeba? Coś niezobowiązującego, co wywoła u mnie uśmiech na twarzy. Z przyjemnością czytałam ją, choć mam wrażenie, że książka mogłaby być dłuższa.  Zbyt lekka? No cóż zostałam o tym wcześniej poinformowana. I nie żałuję ani chwili na jej przeczytanie.

„Szczęśliwa żona=szczęśliwe życie, a jednym z kluczowych czynników, które decydują o szczęściu kobiety, jest to, co dzieje się w sypialni”.

Nie miałam sytuacji, aby kogoś nienawidzić czy nie lubić. Postacie są charakterne i nie odniosłam wrażenia, aby były jakoś zbyt naciągane. Dwoje bliskich przyjaciół mają odgrywać parę. I, co jest w tym złego? Pewnie nic, ale my jako czytelnicy, wiemy czego się spodziewać. Sami znamy oełno podobnych książek, ale ta nie przeszkadzała mi. Historię tej dwójki pochłonęłam bardzo szybko i jestem zadowolona pod każdym względem.

„To mój ulubiony zwrot-zawsze mile widziany”.

 Prosta, przyjemna lektura na wieczór. Dla osób, które chcą oderwać się od dramatycznych uniesień będzie idealna. Nie wywoła mnóstwa emocji tak jakbyśmy chcieli, ale może kogoś zapamiętacie?

Polecam,

Dziękuję Editio Red za możliwość przeczytania niezobowiązującej lektury.

by
Share:
3-wywiad-zniwiarz-paulina-hendel

Książka, która pobiła mój życiowy rekord. Zaczynałam ją czytać 28 razy! Za każdym razem, ktoś  mi w tym przeszkadzał. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak bardzo byłam sfrustrowana odkładaniem jej. Udało się po takim czasie przeczytać ją od początku do końca, beż żadnego „ale”.

„Nagle po cmentarzu rozniósł się przeraźliwy, nieziemski wrzask. Ciastko wpadło do szklanki, gdy gwałtowny wiatr otworzył drzwi i trzasnął nimi o ścianę. (…)Sięgnął drżącą ręką do szklanej miseczki pełnej suszonych ziół i nabrał całą garść mieszanki, którą wsypał do kieszeni spodni. W prawą dłoń pochwycił zaś żelazny pręt stojący za drzwiami i – zapominając o kurtce – wybiegł na zewnątrz, gdzie wiatr pędził kłęby mgły nad grobami”
Witajcie kochani, dziś kolejny wywiad z bohaterem książki. Magda Wojna, jej historię jak i innych możecie przeczytać w książce pod tytułem „Żniwiarz” Pauliny Hendel. Wywiad muszę przeprowadzić dość szybko, nasza Magda czeka na ważny telefon. W każdej chwili może opuścić mnie i was. OBIECAŁA, że to jest jeden jedyny wywiad ze mną. 
Aby nie przedłużać wszystkiego, przechodzę do rzeczy. Magda ma 20 lat i pracuje w księgarni, w wolnych chwilach pomaga swojemu wujkowi, który jest Żniwiarzem. Magdo, możesz  zdradzić jak wygląda Żniwiarz? Przed oczami ciągle staje mi obraz kościotrupa  w czarnym, długim płaszczu z kosą. Czy tak właśnie wygląda twój wujek?

M: <Śmiech> nie skądże, Feliks wygląda normalnie. Jest „normalnym” człowiekiem i z wyglądu nie różni się od przeciętnego Kowalskiego.

Czytając waszą historię, akcentuje waszą bo poznajemy nie tylko ciebie i Feliksa, ale są również inne postacie prawda? 

MAGDA: Tak, ale uzgodniłyśmy coś. Nie będziemy mówić nic więcej na ten temat.

Zdradź nam jak wygląda taka praca typowego żniwiarza i jaką rolę pełnisz ty w tym wszystkim?

MAGDA: „Niczego się nie bał, nigdy nie krzyczał i nie okazywał zdenerwowania, a także rzadko się uśmiechał, nie wspominając o prawdziwym, szczerym śmiechu. Ale Magda i tak go kochała i podziwiała za to, co robił. Zawsze był gotów ratować innych, nawet ryzykując własnym życiem. I nie miał pretensji, że prawie nigdy nie dziękowano mu za dobrze wykonaną pracę. Jego zajęcie było niewdzięczne, ale nie narzekał, tylko robił swoje”

Szczerze, nigdy nie zwracałam uwagi na upiory. Dla mnie to był temat zamknięty, tylko w książkach brałam je pod uwagę.

MAGDA: Przytoczę ci myśl Feliksa „Drażniło go to, że ludzie przestali zwracać baczną uwagę na upiory. Dawniej po śmierci delikwenta, w oczekiwaniu na pogrzeb, podczas trzech pustych nocy, zbierali się w domu nieboszczyka, jedli, pili i –co najważniejsze – szukali oznak, że po zakopaniu w ziemi zmarły stanie się upiorem. Teraz nie dawali już wiary tym „głupotom”, chcieli wyjaśniać wszystko naukowo i przestawali widzieć stwory, które wciąż miały się dobrze i nie przestawały gnębić żyjących”

A ty? Jak widzisz to wszystko? Tajemnicą chyba nie będzie to, że wspomnę o śmierci żniwiarza (Feliksa)? Już na początku dowiadujemy się tego. To prawda, że oni mają kilkanaście żyć? 

MAGDA: ” Wiedziała, że ludowe wierzenia to nie tylko bajki do straszenia dzieci, ani próba racjonalizacji skomplikowanego świata. Demony istniały. O tym Magda przekonała się już w kołysce. Niektóre pochodziły z pradawnych czasów, inne miały chrześcijański rodowód, ale wszystkie były prawdziwe. Zmory gnębiły ludzi w nocy, wysysając ze śpiących krew, upiory powstawały ze swych mogił, aby zabijać, wisielce nawiedzały miejsca, w których zostały pochowane, a widy włóczyły się po świecie, nie mogąc zaznać spokoju”

W takim razie żniwiarze są od tego, aby chronić nas. Zwykłych śmiertelników?

MAGDA: „Ktoś musiał chronić przed nimi żywych. Zabijać, bądź odsyłać te stwory do Nawii, świata umarłych, gdzie było ich miejsce. Tym właśnie zajmowali się żniwiarze. Nikt tak naprawdę nie wiedział, skąd się wzięli. Czy stworzył ich Bóg, wiara ludzi, a może należeli do tego samego świata, co istoty, które wypędzali? Kiedyś byli zwykłymi ludźmi, których dusze po śmierci nie odeszły w zaświaty, ale też nie błąkały się po świecie niczym duchy. Miały za to rzadką zdolność zamieszkiwania w cudzych ciałach. Nie opętywali żywych, ale wchodzili w ciała osób niedawno zmarłych, ożywiali je, przejmowali nad nimi kontrolę, kiedy ich prawowity właściciel już odszedł. Każdy żniwiarz był szybszy i silniejszy niż zwykły człowiek, miał bardziej wyczulone zmysły i przede wszystkim potrafił wyczuć oraz ujrzeć nawich”
Trudno w to wszystko uwierzyć. 

 MAGDA: Tak właśnie jest, wszystko, co dotyczyło tamtej osoby, kontrastuje się z zachowaniem Żniwiarza. Ale nie o tym, chciałaś rozmawiać prawda? Chcę, abyście mogli poznać nasze „przygody” i zastanowić się nad tym co jest prawdą, a co tylko zabobonem. 

Wiesz tak zastanawiam się, skoro twój wuj jest żniwiarzem to znacie pewnie innych i macie kontakt. Nurtuje mnie jedno pytanie, w takim razie ile lat ma Feliks? I czy znasz, słyszałaś o pierwszym żniwiarzu?  Musiał być, ktoś pierwszy i uczyć następnych, młodych, niewykształconych.

MAGDA: „Pierwszy czekał już od tak wielu lat, że wszyscy zapomnieli o jego istnieniu. Kiedyś był jeszcze legendą, potem mitem, aż w końcu nie było na świecie prawie nikogo, kto pamiętałby o tym, że kiedykolwiek istniał. Owszem, żniwiarze zdawali sobie sprawę, że ktoś musiał być pierwszy, ale nie myśleli o nim w tych kategoriach”

HMMM, czyli to postać dość tajemnicza. A, co ze znajomymi?


MAGDA: Szkołę rzuciłam. nie jest tajemnicą, że inni dowiedzieli się o moim darze. Zaczęli mnie unikać, choć ostatnio poznałam Mateusza. Natomiast prawdziwe wsparcie mam w swojej rodzinie.

Mateusza mówisz? I jak przebiega wasza znajomość?


MAGDA: Przejdźmy do kolejnego pytania…

Czy możesz podzielić się wspomnieniem? Jak przegnałaś upiora? Jak to wygląda, ja książkę czytałam, ale może ktoś chciałby usłyszeć to od ciebie.


MAGDA: „Stwór był obrzydliwy, a jego niegdyś człowiecze ciało powyginane i poskręcane w niemal komiczny sposób, zwęglona skóra miejscami zaczęła odchodzić od kości. Na głowie sterczały mu kępki spalonych, poczerniałych włosów. Nie miał oczu ani ust i patrzył na nią czarnymi, wypalonymi oczodołami, szczerząc odsłonięte zęby w groteskowym uśmiechu (…) Nie mogła oderwać oczu od spalonego, wychudzonego ciała, któremu brakowało nawet uszu. Smród spalenizny drażnił jej nozdrza i przyprawiał o mdłości”

Zdradź nam w jaki sposób powinniśmy bronić się przed nawi. Czy tylko Żniwiarze mają moc pokonywania tych demonów?

MAGDA: Mogę dać ci mieszankę ziół, to powinno pomóc ci w ucieczce przed nimi. Ale od razu po tym wiej i dzwoń do mnie.
To był spaleniec prawda? <dźwięk telefonu, Magda odbiera>
Musimy skończyć już, mam kolejną robotę. 
ALE NIE MOŻESZ JESZCZE TROCHĘ ZOSTAĆ? ZDRADZIĆ NAM CO Z TOBĄ I MATEUSZEM? CO Z PIERWSZYM I INNYMI UPIORAMI! A MOGĘ JECHAĆ Z WAMI? MOŻE SIĘ NA COŚ PRZYDAM?
BŁAGAM!! 
Magda odwraca się jeszcze i rzuca woreczek z uśmiechem na twarzy. Patrzę i postanawiam wysypać zawartość do miseczki. Mieszanka ziół… Czy dała mi je ze względu na coś, czyżby ktoś tutaj był? Nie, przecież Magda nie zostawiłaby mnie z jakimś demonem sam na sam, prawda? A może to ma być przestroga? Słyszę swój przyspieszony oddech, bicie serca, jakiś szmer w pomieszczeniu. Zabieram notatki, miskę z ziołami i wybiegam…
Tak kochani, jestem zdesperowana! Chciałam przybliżyć wam świat w jakim żyjemy, że demony istnieją i na każdym kroku nas otaczają. Miałam nadzieję, że uda mi się jeszcze wydobyć z Magdy sposoby na upiory. 
Przejdźmy do oceny całej książki Pani Pauliny.

  • narracja trzecioosobowa,
  • mamy okazję przeczytać innych bohaterów, miałam wrażenie, że Magda nie jest główną bohaterką książki. Podobały mi się akcje związane z Feliksem,
  • ciekawe demony słowiańskie, nie miałam pojęcia o ich istnieniu. W bardzo szczegółowy sposób zostali odwzorowani, czasem ciarki na plecach nie dawały spokoju,
  • postacie na swój sposób szaleni, nie wiadomo czego możemy się po nich spodziewać. Zaskoczą nie raz i wywołają uśmiech na twarzy,
  • pełno tajemnic, przeszkód, a najważniejsze to pełno nawi(ch?)NIE JESTEM PEWNA CZY MOGĘ TO TAK ODMIENIĆ,
  • akcja może nie jest szybka przez cały czas, ale nie przeszkadzało mi to,
  • pomysł bardzo oryginalny i fascynujący, autorka w bardzo prosty sposób przybliża nam nasze rodzime demony,
  • zakończenie=wywoła niedosyt na kolejne przygody bohaterów,
Zostawiam was z niepełnym wywiadem, sami widzicie, Magda cały czas jest zajęta. Niestety nie udało się wydusić z niej nic więcej. Mam nadzieję, że chociaż tyle wywoła w was ciekawość. Postanowicie oddać się tej książce? Chcecie zagłębić się w słowiańską demonologię?
A może już znacie sposób na bezkosta?
Dziękuję za możliwość przeczytania:
by
Share:
ja-zranie-ciebie-a-ty-mnie-zranieni-12-h-m-ward

Zranieni
H.M. Ward
Wydawnictwo Editio

Sidney umawia się ze swoją przyjaciółką na podwójną randkę. Czekając w umówionym miejscu zauważa bardzo przystojnego mężczyznę, który siedzi sam przy stoliku. On również ją zauważa, dziewczyna postanawia przysiąść się do niego. Rozmowa przebiega dość dobrze, Sidney cieszy się z chemii, która między nimi się rozwija. Stwierdza, że to był bardzo dobry pomysł. Pierwszy raz ma z kim porozmawiać i jest oczarowana swoją „randką”. Niestety w tej pięknej chwili przerywa Millie (przyjaciółka), która jest dość zaskoczona. Okazuje się, że Sidney przysiadła się do obcego mężczyzny i nie byli umówieni ze sobą. Po śmiesznej sytuacji, siadają tam, gdzie powinny. Dziewczyna poznaje swojego prawdziwego kandydata, jest zniesmaczona nim i nie ma chęci z nim rozmawiać. Jej randka to niewypał. Zażenowana pewną sytuacją postanawia opuścić towarzystwo. Przed restauracją ponownie spotyka Pana Idealnego. Wpadli sobie w oko, postanawiają zabawić się u niego w domu. Niestety dziewczyna ma niezwykłego pecha i nie wszystko wychodzi po jej myśli.
Ona wraca do domu i postanawia żyć dalej. Ma dość facetów, ale jak to w książkach bywa…
Już kolejnego dnia idąc na uczelnię (jest asystentką profesora) przeżyje szok! Peter nie dość, że jest nowym profesorem to i szefem Sidney…
Dlaczego?
Dostałam propozycję od Wydawnictwa Editio Red. Spodobał mi się opis i stwierdziłam, że może być ciekawie. Liczyłam na śmiech, odskocznię od „mocniejszych” książek. Historię po której nie będę chciała walić głową w ścianę. 
Kim są?
Sydney to bardzo pozytywna postać. To nie jest kolejna głupiutka, naiwna dziewczyna, która nie wie czego chce. Owszem jest zagubiona i jest po traumatycznych przeżyciach, ale stara się iść do przodu. Uciekła od rodziny i nie ma z nimi kontaktu. W wyniku pewnej „sytuacji” rodzina nie stała po jej stronie, wręcz obwiniali ją to. Sidney ucieka, układa sobie na nowo życie, do czasu, gdy otrzymuje list zaadresowany do niej. Przeszłość wraca, a z nią traumatyczne doświadczenia.
„Kiedy Bóg rozdawał szczęście , mnie nic się nie dostało – zamiast tego otrzymałam całą stertę czyjegoś pecha”
Sidney to postać bardzo pozytywna, dzięki niej uśmiałam się czytając jej przekomarzanie się z innymi. Uwielbiam pewną scenę z tańcem, nie zdradzę więcej, aby nie psuć wam niespodzianki. Postanowiłam zagłębić się w internecie i obejrzałam mnóstwo filmików. WOW, chciałabym móc wywijać jak oni. Ciepła, pełna optymizmu dziewczyna momentami nieśmiała, ale co do czego potrafi pokazać pazura. 
Peter to bardzo tajemnicza postać, niby prosty wykładowca, ale ma coś w sobie mrocznego. Czasem taki niewinny, niedoświadczony, a potrafi zaskoczyć. Ma świetne poczucie humoru, jest takim cherubinkiem o pięknej twarzy, ale nie tylko. Chce zrozumieć dziewczynę i mimo łączącej ich chemii stara się być dobrym, przykładnym przyjacielem. Spodobał mi się, choć jak wspomniałam był trochę zbyt delikatny, grzeczny?
„Mawiał, że życie jest podróżą. Że nikt nie wie wszystkiego – i najlepsze w tym jest to, że wcale nie musi. Twierdził, że nie trzeba być wszechwiedzącym, żeby wiedzieć, jak żyć”
Reszta postaci bardzo dobrze wykreowana, każdy z nich jest inny. Zwłaszcza jej brat i były chłopak.
Przyjaźń vs pożądanie?
Uwielbiam opis ich przyjaźni, mimo tego, że czuć chemię między nimi. To było wspaniałe i coś innego. Autorka żonglowała i zmuszała ich do przedrzeźniania się ze sobą. Miałam dość często uśmiech na twarzy dzięki temu. Nic, co zostało tutaj opisane nie jest na siłę, to czysta, delikatna historia pełna temperamentu i wdzięku. Książkę czyta się bardzo szybko i lekko, w sam raz na zimowy wieczór. 
„Chcę się zapomnieć… Chcę na chwilę przestać myśleć, chcę żyć własnym życiem i zatracić się w pocałunku”
ZAKOŃCZENIE
Autorka zostawiła historię w takim momencie, że brakuje słów. Kiedy myślałam, że książka nie jest, aż tak dobra… dostałam na sam koniec coś, czego się nie spodziewałam. Właśnie w tym momencie zaczęło robić się dość ciekawie. Zostaje przerwana! Jak tak można? I, mimo że książka jest schematyczna to zakończenie ZMUSZA do poznania dalszych losów tej dwójki. 
„Czasami nie ma odpowiednich słów. Nie ma nic, co można by zrobić, żeby było lepiej”
Książka nie jest na wysokim poziomie, raczej dla osób mało wymagających. Mimo to jestem zadowolona z całości i czuję wręcz, że Peter powali mnie na kolana. Zabieram się za poznanie Pana Mrocznego?
„Przez większość czasu przeszłość prześladuje mnie niczym wielki, złowrogi cień bestii, kładący się na wszystkim, co robię”
Dziękuję za możliwość przeczytania książki
EDITIO RED

KSIĄŻKA MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY DO TOMU PIERWSZEGO!!

Sidney dowiaduje się, że jej matka jest umierająca. Postanawia zmierzyć się z rodziną i swoją przeszłością. Po kłótni z Peterem dziewczyna wyrusza w podróż. Ale, ten nasz sympatyczny, młody mężczyzna postanawia wprosić się jako pasażer. Po drodze okazuje się, że nie jest tym za kogo się podawał. Na jaw wychodzi ta ciemniejsza strona. Mężczyzna również ma swoją przeszłość, o której chciał zapomnieć. Nie dość, że razem jadą do rodziny Sidney, to muszą zajechać również do jego.
Czy Sidney wybaczy Peterowi kłamstwa? Czy sama nie była lepsza? Co z jej rodziną i eks chłopakiem? Kim są nowi znajomi Petera? I jak potoczą się losy naszej dwójki?
Po zakończeniu pierwszego tomu, od razu zabrałam się za ten. I muszę na wstępie napisać, tutaj się działo! Ta przygoda jest całym rozwinięciem problemów i kłopotów pary. Poznajemy Petera z tej grzesznej strony, momentami wyzwolił w sobie samca alfę. Był zimny, srogi, taki odległy. Później znowu stawał się tym słodkim, milutkim przyjacielem. Jedynym takim minusem dla mnie była ta nagła zmiana, odczułam ją trochę za bardzo naciągniętą. A może odebrałam to tak bo książka jest dość krótka? 

”Nie jesteś już Petem Ferro. Rozumiem. Ja też nie jestem, tą samą Sidney z Jersey. Nie odzyskamy tego, co nam zabrano Peter. Straciliśmy to na zawsze. Jesteśmy jałowi jak ziemia pod spalonym lasem”

Zdaje mi się, że autorka w tej części skupiła się na problemach i rodzinie Petera. Tutaj większe emocje dominowały mi przy jego braciach, których bardzo polubiłam. Pewną zagadką dla mnie jest jeden z nich i mam wielką nadzieję, że wydawnictwo ma w planach wydać kolejne. Podejrzewam, że właśnie „kolejny” brat wywoła we mnie więcej emocji niż Peter. I oczywiście jego dama 🙂
Co, do samych bohaterów to Peter zmieniał się często jak wspomniałam wyżej. Sidney momentami strasznie mnie wkurzała swoim zachowaniem. Z jednej strony nie dziwię się jej, a z drugiej mężczyzna miał od razu mówić o swojej przeszłości? Kim był, a kim się stał? Ich „chemia” trochę się gdzieś ulotniła… Nie jestem przekonana do tej części, zbyt dużo naciąganych rzeczy. Taką świeżością i czymś dziwnym był pewien PTAK. Ale nie będę o nim nadawać, musicie sami „go” poznać.
Niestety seria z Peterem jest dla mnie za grzeczna.  Momentami miałam wrażenie, że początek  się ciągnął. Później jest lepiej, ale to tak tylko delikatniej. 
Książki te, z pewnością nadadzą się na zimowy wieczór, czyta się szybko i lekko. Z pewnością dla osób, które nie oczekują czegoś emocjonującego. Peter i Sidney wywołają z pewnością nie jeden uśmiech na twojej twarzy. Ale to brat Petera i ptak nadadzą smaku tej książce. „Zranieni” to odskocznia od dnia dzisiejszego, fanom lekkiej i przewidywalnej historii polecam do przeczytania. 

by
Share:
bad-mommy-zla-matka-tarryn-fisher


Bad Mommy. Zła mama
Tarryn Fisher
Wydawnictwo: Sine Qua Non



„Gdy byłam dzieckiem, od szóstego do szesnastego roku życia motywowało mnie wiele rzeczy. Największą motywacją było pragnienie posiadania przyjaciół. Pewnie, że możesz ze mną usiąść. I wszyscy siadali, bo nikt nie chce zostawać sam. Nie minęło wiele czasu i ludzie zaczęli siadać na mnie. A to już spora waga. Zwłaszcza kiedy zdali sobie sprawę, że jestem gotowa nosić ich ciężar”

Dlaczego?
Uwielbiam Tarryn Fisher, każdą jej książkę (wydaną u nas) przeczytałam i jestem pod wielkim wrażeniem. Nie tylko stylem pisania, ale i to jak wydobywa te brzydkie, straszne osobowości. Autorka w bardzo mocny sposób ukazuje nam ciemną stronę człowieka. To jest pociągające i niepokojące w tym wszystkim.
Jolene i Darius Avery są szczęśliwą parą, mają kilkuletnią córeczkę Mercy. W pewnym momencie do ich dzielnicy wprowadza się sympatyczna Fig. Kobiety zaprzyjaźniają się ze sobą i wspólnie spędzają dnie. Z czasem Fig czuje się jak u siebie i wpada w obsesję… Zaczyna się dość niewinnie, te same ciuchy, perfumy, fryzury, mowa i wszystko. Byłoby dobrze, gdyby nie fakt chęci przejęcia życia Jolene. Fig chce wszystkiego, co ma jej przyjaciółka, nawet męża oraz ich córkę. Fig nie jest zadowolona tylko z przyjaźni, nie chce żyć w cieniu kogoś innego. I tak zaczyna się przerażający plan…

Czy Fig chce stać się klonem Jolene, czy nią samą? Czyjego życia tak naprawdę chce? Czy chodzi tylko o chęć rywalizacji? Czy jedynie ciepłego, rodzinnego szczęścia?

Właśnie zakończyłam „Bad Mommy nadal próbuję dojść do siebie po tym, co udało mi się przeczytać. To książka, po której zostajesz z pytaniem WTF, dosłownie moja pierwsza myśl przy zakończeniu.
„Zwariowałaś-oznajmił (…)
Nie nazywaj mnie wariatką. Jeśli będziesz to robił, odetnę ci w nocy jaja i wtedy się przekonasz, co to prawdziwe szaleństwo”
3 części, trzech bohaterów, inne poglądy, emocje i uczucia, które zmieniają się jak w kalejdoskopie. A moje zdanie na temat bohaterów zmieniało się również szybko.
To, co kłębiło się w głowie Fig było jak rollercoaster. Jej tok myślenia i dążenie do celu było bardzo niepokojące.Cieszę się również z różnych perspektyw podczas czytania. Okazuje się, że poznając inną wersję również zmieniamy o nich zdanie. Sam Darius był dla mnie zaskoczeniem, on również po troszku był szalony jak Fig. Jego podwójna twarz była totalnym szokiem! Jedyną taką normalną w tym wszystkim była Jolene, nieświadoma niczego kobieta. Bardzo sympatyczna, ciepła osoba, ale czy na pewno?

CYTAT TYLKO DLA DOROSŁYCH!!! 
„Mężczyźni patrzą nawet wtedy, kiedy temu zaprzeczają. Rządzi nami popęd. Patrzymy na długie nogi, zarys sutków pod koszulką, zaokrąglone pośladki w opiętych dżinsach. Na ich widok nam staje. Takimi stworzyła nas natura. Niektórzy hipokryci, świętoszkowate sukinsyny, twierdzą, że nie patrzą. Mówią, że unikają widoku zła, czyli kobiet, które ich podniecają”
Fig jest wyjątkowo bardzo rozbudowaną postacią, z pozoru prosta, ale z dalszym czytaniem jest bardzo skomplikowana. Jak sama sobie wmawia różne rzeczy, próbuje siebie usprawiedliwić, zastanawia się nad tym co robi.

„Jesteśmy sumą naszych wczesnych doświadczeń, naśladujemy sposób, w jaki nauczono nas kochać, uprawiać seks i nawiązywać kontakty z ludźmi. Niektórzy z nas zrywają z przeszłością, innym nigdy się to nie udaje”
Portret psychologiczny ukazany mistrzowsko, jestem pod wrażeniem szczegółów. To, w jaki sposób zostali oni wykreowani, czym się kierują w życiu i do czego każdy z nich dąży.  Czuję do tej pory ciarki na plecach, myśląc, że miałabym taką przyjaciółkę. Postacie doskonałe na swój sposób!
Akcja może nie jest dość szybka, ale w tej książce nie o to chodzi. Skupiamy się na łączących relacjach między bohaterami. Na przemyśleniach, dążeniu do celu, ale i na usprawiedliwianiu samej siebie. Zrozumieniu czym się kieruje i jaki jest prawdziwy cel (Fig) jej obsesji.
Fig zdaje sobie sprawę z tego, że źle robi, ale za chwile sama szuka usprawiedliwienia dla swego zachowania i robi to dalej. Zaprzecza, przekonuje samą siebie i sama sobie kibicuje. Nic, co robi nie jest złe, sprzeczne z panującymi zasadami. Przecież to normalne, iż przyjaciółki ubierają się tak samo, noszą fryzury i mają takie same wnętrza w domu. Prawda?

„Kiedy się nieustannie myśli, wiele rzeczy się przeinacza. Musisz wypowiedzieć myśli na głos, żeby wiedzieć, że nie jesteś jedyną popieprzoną osobą. To ogromna różnica, gdy już ma się tę świadomość”

„Widzę, że dostajesz więcej, niż Ci się należy. Nie mogę na to patrzeć. Boli mnie to, bo zasługuję na więcej niż ty. Rzecz w tym, że mogłabym być lepszą tobą”

Mam wrażenie, że podczas czytania ja również byłam taką stalkerką. Może i nie z taką obsesyjną miłością jak Fig, ale dobrze mi było. Uwielbiałam to uczucie, które budziły we mnie pewne wydarzenia. Chciałam więcej, ale i trochę wstyd mi było. Przecież ja nie jestem taka jak Fig… a może jednak po części się z nią utożsamiam?

„Byłam świetna w żalu. Niektórzy ludzie ukrywają swój ból, udają, że wszystko jest w porządku. Należy im się za to medal. Ta cała staromodna duma nie jest dla mnie. Ja nie miałam krztyny dumy, za to doskonale płakałam. Szloch wydostawał się z mojego brzucha i wędrował w górę, wstrząsając całym moim ciałem”
Zakończenie, które chyba tylko w filmach może być! Nie wierzę w to, co zostało przedstawione.
Jeżeli, ktoś chce zacząć od przeczytania końca, apeluję NIE RÓB TEGO! To będzie krzywdzące i zepsujesz sobie całą zabawę. I kiedy myślę, że nic nie jest już mnie w stanie tu zaskoczyć bum! Kolejny szok i niedowierzanie. Istna petarda!

„Bad Momy. Zła mama” to książka idealna przy lampce wina. Zaskoczy nie raz i pokaże, co kobieta jest w stanie zrobić z zazdrości. 
Dziękuję za możliwość przeczytania książki:

https://czytampierwszy.pl

by
Share:
13456727